Dwa słowa do prowadzącego

Używam słów powszechnie uważanych za wulgarne.

Używam… Może nawet nadużywam.

Jak powie większość szanujących się palaczy – używam bo lubię, ale mógłbym przestać w każdej chwili… Gdybym tylko chciał.

Nie chcę. I to jak nie chcę – o panie…

Całe życie czułem pewną niestosowność. Nie to, żeby mnie to jakoś specjalnie zniechęcało.

Jak każdy owoc z drzewa opatrzonego tabliczką “surowo wzbronione”, tak i ten smakował jakoś lepiej.

Na początku z pewną nieśmiałością. Pełen obaw, czy ktoś nie usłyszy, nie zruga albo nie daj bóg, doniesie rodzicom o moim niewłaściwym zachowaniu. 

Z czasem częściej i odważniej, podpierając nimi swój młodzieńczy bunt i sypiący się cień pod nosem.

Interpunkcja… Moja pięta achillesowa – no mam tych pięt nieco więcej niż podpowiadałby podręcznik anatomii.

Powiesz, że to widać.

Uwierz mi. Było jeszcze gorzej nim odkryłem, że tam, gdzie w zdaniu śródrzędnie rozłożonym, cisnęło mi się na usta słowo nikczemne, mogę postawić zwykły przecinek.

Lub wykrzyknik.

Coraz częściej jednak kropkę.

Z czasem młody człowiek przestaje krzyczeć.

Tak i ja przestałem się drzeć i uznawać każde wypowiadane przez siebie twierdzenie, za tezę, wymagającą bezwzględnej akceptacji.

Kropki zastąpiły wymemłane wykrzykniki. Przecinki zaczęły znikać, bo i zdania stawały się coraz mniej złożone – wprost proporcjonalnie do treści. 

Zawiłe zdania wcale nie sprawiają, że myśl nabiera większego sensu. 

Myśli.

No tak… Skoro bowiem interpunkcja ograniczyła się do kropek, sporadycznych przecinków – częstych i nieco nerwowych znaków zapytania, to właśnie w myślach pozostało miejsce na wszystkie kurwy, chuje, ojapierdole i zajebowywanie na czym świat stoi.

Tam jest ok. Nikt nie zagląda, nikogo nie urażę i jakoś tak bezpiecznie.

Nie, niech Cię nie zwiedzie ta radosna perspektywa cichego i wyłącznie wsobnego stosowania słów nieprzystojnych. 

Czasem się ulewa dziecięciu. 

Ma to oczywiście charakter afektywny – gdy młotek niespodziewanie chybi celu, obierając palec za cel nowy i skutecznie osiągnięty.

No jak jebnie to jebnie – po co drążyć temat.

Afektywne stosowanie wulgaryzmów jest naturalne. Nabywamy tę zdolność jeszcze jako dzieci, w procesie socjalizacji – bo przecież nie wychowania (gdzież by tam).

Nie odnalazłem badań na ten temat, ale wierzę, że i takie ktoś wykonał.  Wymyśl dowolną durnotę, a gwarantuję, że znalazł się jakiś “amerykański uczony”, który już to zbadał.

Sam jednak z siebie, będąc swoim autorytetem, autorytarnie twierdzę: 

Każde dziecko w naszym szacownym kraju, gdy kończy lat pięć, wie, że gdy tatuś z palcem czerwonym od młotkowego użądlenia, syknie “kurwa”, powinna paść i “mać”.

To jest jak dwa i dwa to cztery  – czy tam coś w pobliżu.

Jak pewnie już zauważyłeś, moje pisanki zawsze mają długie wstępy. Zwykle również nie mają niczego poza nimi.

Tym razem jednak nastąpi rozwinięcie.

Pierwsza rzecz – Kochane Panie, z szacunkiem i powagą podchodzę do Waszej, walki o normalność i wolność, których nikomu nie wolno ograniczać.

Nie wiem kto to wymyślił, ale kłaniam się w pas autorowi – choć zgaduję, że autorce – “Ośmiu gwiazdek”. 

Te niewinne gwiazdki nawet nie skrywają -a podkreślają – brzemienne treści. 

Ależ to jędrne i soczyste. No zazdroszczę pomysłu, co tu dużo.

Niemniej chyba nikt nie zaprzeczy, że “kurwa mać” jest wiernym towarzyszem każdego obywatela naszego kraju.

Niezależnie od poziomu wykształcenia, dochodu na członka rodziny, liczby przeczytanych książek – w tym tych autorstwa naszych noblistów (tu mrugnąłbym, gdyby ktoś chciał to zobaczyć).

Po prostu każdy zjawisko zna, a większość również stosuje – nawet jeśli się nie przyznaje.

No i właśnie – dotarłem do “adremu”.

Używam słów wulgarnych. Nie wypieram się ich. Jeśli używam, to wiem czemu, znam ich znaczenie i wagę.

Nie ma się czym chwalić ale nie zamierzam mydlić oczu, że się przesłyszałeś. Mogę przeprosić – ale już samo to świadczy o tym, że przyznaję się do użycia.

Może jestem chamem – ale nie jestem hipokrytą.

Nawet jeśli jestem, to przynajmniej nie w tym wąskim zakresie.

Może jednak inaczej bym mówił, gdybym nagle i niespodziewanie odkrył – jak pewien instrybutor z Pcimia – że sprawnie i bez skrępowania cytuję znienawidzone panie walczące o swoje “zupełnie przez nie mylnie rozumiane “ prawa.

Kto wie, może nawet robiłbym z siebie debila, powołując się na błyskawiczną diagnozę dr Googla – że to najprawdopodobniej ciężka odmiana syndromu Touretta… z przerzutami.

Obrażając przy tym osoby rzeczywiście dotknięte tą przypadłością…

Kto wie… może…

Ale chyba jednak nie.

***** ***

Kraków marzec 2021

© mojaameba.com.pl

Zdjęcie w nagłówku: Marija Zaric na Unsplash
00vote
Article Rating
Please wait...
Subskrypcja
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments