Rzecz o bigosie na koniec roku

Ugotowałem dziś bigos.

No to się postarał. Milczy od pół roku i na bigosowe zwierzenia mu się zebrało.

Zgadza się. Milczę bo rok taki, że co bym nie napisał, to i tak nie odda tego, co napisać się powinno albo trzeba. 

Czarny humor byłby zbyt czarny – o to też niepoprawne politycznie, ale na potrzebę chwili uznajmy, że czarny to kolor jak każdy inny.

Milczałem, bo szkoda gadać.

Ale o bigosie Wam opowiem i dobrym słowem na koniec roku poczęstuję.

To nie będzie wpis miły, przyjemny ani lekki. Ale słowo dobre się pojawi i życzenia również, bo tak wypada i nie wypada inaczej.

Przejdźmy do adremu – jak za starych, lepszych czasów… no, jak drzewiej bywało.

Bigos.

Kapusta fantastyczna, kiszona przez teściów moich. Kwaśna ale nie za kwaśna. Kminkowa i aromatyczna.

Biała, włoska kapusta, dla zrównoważenia kwasowości. Jej zapach będzie się unosił w domu jeszcze jakiś czas – nie szkodzi.

Krojąc te kapusty, pomyślałem sobie, że bigos to jest właśnie potrawa przedsylwestrowa.

Zbiera się mięsiwo, w które uzbroiliśmy się na święta. Boczki, kiełbasy, wędzonki.

Nie przejedliśmy, wyrzucić żal, a oddać komuś… no to takie niepolskie przecież. 

Stoję więc i preparuję boczki, kiełbasę, jagnięcinę dla aromatu – mięso co do zasady, być przecież musi. Co to za bigos bez mięsa.

I znowu, pomyślałem sobie, że taki bigos poświąteczny, może mieć co najmniej drugie dno.

Bigos jako podsumowanie roku?

Spróbujmy.

Mięsa dużo – bo i rok sprzyjał rzucaniu mięsem. Od samego początku co i raz rwały się nacie i kurwy z każdego załomu wypełzały na ulice. W maseczkach rzecz jasna i z zachowaniem dystansu a-społecznego.

Z każdym miesiącem stosunek kurew do pozostałych profesji zmieniał się na korzyść tych pierwszych. Niektóre branże nagle przestały istnieć, lub próbują ostatnimi siłami złapać choć haust powietrza. Nierówna to walka i chyba przegrana ale poza nimi, jakoś niespecjalnie to obchodzi tych, którzy mogliby odrobinę tlenu dostarczyć.

Mięsa dużo, irytacji, nerwów, dramatów.

Kończy się rok pod ciemnym znakiem trupiej główki. Choć nowy nie zachwyca odmiennością.

Czy to był zły rok?

Bigos powinien być na winie.

Mojej winie ale przede wszystkim waszej.

Czemu wasza wina jest większa niż moja? Bo was jest więcej niż jest mnie. Poza tym tak jest mi wygodniej.

Ale winni jesteśmy wielu rzeczy. I to nie jest kwestia kończącego się roku. Raczej tego jacy jesteśmy.

Jak szkło powiększające, wydarzenia roku pamiętnego 2020, pokazały i uwypukliły to, jak marnym jesteśmy gatunkiem. Dumnym, bezczelnym, ale słabym i bezbronnym.

Nie tylko wobec wroga w postaci zarazy.

To nie kończący się rok jest winien nieszczęść i dramatów. To lata ciężkiej pracy u podstaw. Systemowych zaniedbań i systematycznych błędnych decyzji. 

Ale także, a może przede wszystkim, zadziwiająco krótkiej pamięci. 

Rząd jest temu winien!

Nic bardziej mylnego. Rząd jest dokładnie taki, na jaki się zdecydowaliśmy.

Nie jestem fanem demokracji, ale godzę się z nią. Godzę się również z faktem, że demokratycznie wybrana władza, może przy niemocy narodu, zrezygnować z dotychczasowego ustroju, wprowadzając własny. Nie będę go nazywał, żeby nie podpowiadać.

Nie podoba mi się to ale przecież nie możemy nic zrobić… prawda?

Zakazy, nakazy, obostrzenia, zaostrzenia, przeinaczenia, przeprosiny, groźby, prośby, sprostowania… można jeszcze długo wymieniać. Sprowadza się to wszystko do prostego komunikatu.

Mój ból jest większy niż twój.

Kobiety. No tak ich ból jest w ogóle pomijalny. Zasadniczo, to przecież nikt ich nie słucha.

Co z tego, że setkami tysięcy wystąpiły na ulice, aby zaprotestować. Zjednoczyły się i zawalczyły. 

No i w zasadzie tyle. 

Władza się przejęła i tym – kropka.

Jeśli można olać połowę społeczeństwa to można wszystko… prawda?

To był rok wielu złych rzeczy. Wielu haniebnych wydarzeń. 

To jest również rok wielu wspaniałych przykładów, przywracających wiarę w ludzkość. Ale ponieważ to jest mniej barwne, pozwolę sobie pominąć to, co nie pasuje do mojej narracji. 

Bo to mój bigos.

To jest bigos kwaśny i nie będę go słodził na koniec roku. Niech taki pozostanie i takim go chcę zapamiętać…

Nawarzyliśmy sobie przez lata niezłego bigosu, który w tym roku nabrał mocy.

Dochodzę więc do obiecanego dobrego słowa, które powinno paść przy okazji sylwestrowo-noworocznych wypominków.

Kochani, Szanowni i… pozostali

Smacznego

Kraków 31.12.2020

© mojaameba.com.pl

51vote
Article Rating
Please wait...
Subskrypcja
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments