Mamo, ten pan na mnie patrzy…

Moje spacery zostały mocno ograniczone.

Nadal regularnie piechotą dostaję się do i z miejsca pracy. Cóż to jednak za dystans, kiedy moje Centrum Dowodzenia Wszechświatem, zlokalizowało się na kanapie w moim własnym salonie.

Szczęśliwie, przedszkole Młodego zlokalizowane jest poza miejscem zamieszkania.

Nie bardzo poza, ale jednak trzeba zamienić kapcie na obuwie mniej domowe.

No dobra,”trzeba” to mocne słowo. Ale skoro jest okazja wyjść z domu, to należy zrobić to tak, żeby mózg zauważył różnicę. A mój mózg potrzebuje czytelnych sygnałów.

Droga do przedszkola, to w linii prostej jakieś 600m. 

W przyrodzie nie ma linii prostych, więc trasa prowadzi na około, do przejścia dla pieszych (ze światłami), chodnikiem wzdłuż stacji paliw, przez przystanek autobusowy linii 139 i nowe mrówkowcowe osiedle. 

Cudna wycieczka. 

Łącznie dziesięć minut wolnego marszu – pod warunkiem, że trafi się na czerwone światło “STÓJ!”.

Wystarczy na kilka genialnych spostrzeżeń młodego człowieka, moje skrywane zdumienie (bo czemu, kurczę, ja na to nie wpadłem) oraz dyskretną sugestię, żeby się smarkacz tak nie cieszył, bo to na pewno nie jest takie genialne jak mi się wydaje. 

Ktoś musi podkopać pewność siebie młodego człowieka. Albo system – albo rodzice. Chyba, że systemowo załatwią to rodzice. W końcu i oni mają jakieś obowiązki.

Na trasie do przedszkola, o czym wcześniej nie wspomniałem ulokowano dwa słupy ogłoszeniowe.

Te takie wielkie walce, z jakich na rynku sprzedaje się obwarzanki i gazety. Przypominam, jestesmy w Krakowie – to wyjaśnia sprawę obwarzanków i liczby czydzieści czy.

Tutaj walce niczego nie sprzedają. 

Te walce mnie niepokoją.

Te walce patrzą na mnie.

Nie jest to zwykłe spojrzenie walców ogłoszeniowych.

Na walcach, ktoś, nie do końca kompetentny, nakleił plakaty wyborcze. 

Po jednym kandydacie na walec.

Tyle dobrego. Co by to było gdyby na jednym walcu pojawiło się dwóch kandydatów. Siłą rzeczy a właściwie, siłą geometrii, kandydaci byliby zwróceni do siebie plecami. Co skądinąd naturalne, pogłębiałoby jednak podział w narodzie.

Plakaty nalepiono twarzami do siebie po przeciwnych stronach drogi. 

Wystarczająco daleko, żeby sobie kandydaci nie skakali do gardeł. Na tyle jednak blisko, że z jednego punktu można sobie obu panów porównać, obejrzeć i nabrać przekonania, że mają poważne problemy ze zdrowiem.

Nie mam pojęcia, czy coś jest na rzeczy z problemami zdrowotnymi obu panów, ale jeśli się zdjęcie nakleja na walec, trzeba się liczyć z tym, że twarz wygląda upiornie. 

Główny bohater łapie zeza rozbieżnego a każdy najdrobniejszy element jest widoczny jak na dłoni. 

Sine worki pod oczami, nieumiejętnie korygowane, lub niekorygowane wcale, przez leniwego grafika. Podrażnienie po goleniu, tak przecież naturalne. Od męża stanu oczekiwać można zdrowej cery, korekty zeza i kilku jeszcze drobiazgów.

Osobiście życzyłbym sobie, żeby żaden z nich się na mnie nie gapił.

Nie lubię ich. Jednego nawet trochę bardziej nie lubię. Ale ja potrafię wznieść się ponad moje nielubienie dla dobra ogółu.

Chcąc nie chcąc po raz kolejny na jednego z nich oddam swój głos.

Chciałbym jednak, żeby jak najszybciej temat został załatwiony a na miejsce plakatów wyborczych nalepiono afisze teatralne lub kinowe.

Gęby na plakatach są za duże i źle im z oczu patrzy. Tym bardziej, że aby spojrzeć kandydatowi w oczy, muszę słup obejść prawie dookoła. Z powodu wspomnianego zeza, wymuszonego krzywizną powierzchni walca.

Plakaty źle działają również na poczucie mojej godności. Uwierają mnie i powodują koszmarny dyskomfort w okolicach ciemienia.

Za każdym razem, kiedy mijam owe plakaty, mam nieodpartą ochotę domalowania wąsów, okularów i klasycznego “karnego kutasa”. Godność jednak mi nie pozwala.

A oni tam wiszą i gapią się. Jakby zupełnie godności nie mieli.

A teraz do rzeczy. 

Nie mam zamiaru agitować, popierać lub dyskredytować. 

Nie lubię żadnego z panów, o czym już mówiłem.

Ale poza panami jest jeszcze coś. 

Nie lubię likwidacji trójpodziału władzy.

Nie lubię likwidacji mediów.

Nie lubię kiedy polityka niszczy świat kultury i sztuki.

Nie lubię sytuacji, w której Sąd traci niezawisłość.

Nie lubię kiedy w imię dobra rodziny, rodzina jest poniewierana i definiowana zgodnie z wyobrażeniami człowieka, który własnej rodziny nie ma.

Nie lubię kiedy politycy decydują o ciele naszych żon, matek i córek.

Nie lubię polityki w kościele i kościoła w polityce.

Nie lubię pasków w TVP.

Nie lubię pasków w TVN.

Nie lubię nacjonalizmu, faszyzmu, ksenofobii i fobii każdej innej.

Nie lubię kiedy każą mi się bać ludzi takich jak ja.

Nie lubię ustaw, podpisywanych nocą.

Nie lubię wyroków, ogłaszanych w gabinetach politycznych.

Nie lubię aspołecznych programów socjalnych.

Nie lubię wielu rzeczy, które mi się dzieją od jakiegoś czasu.

Nie wiem czy któraś z twarzy na plakatach gwarantuje mi ograniczenie rzeczy, których tak bardzo nie lubię.

Wiem natomiast, że jedna z nich jest gwarantem mojego poczucia bezsilności, niemocy, strachu i utraty wspólnoty z narodem, który tak bardzo lubię, a który coraz mniej rozumiem.

Kraków lipiec 2020

© mojaameba.com.pl

Zdjęcie w nagłówku Nathan Dumlao on Unsplash

4.7 3 votes
Article Rating
Please wait...

Moja ameba Autor

Subskrypcja
Powiadom o
guest
2 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
Inline Feedbacks
View all comments
Dariusz

A może by tak wszystko porzucić i pożeglować za horyzont ? Tam nie ma plakatów nawet wyborczych.