Szczęście w nieszczęściu

Dzień dobry, mam na imię ameba. Nazwisko – moja.

Dawno się nie widzieliśmy, sądzę jednak, że tylko ja tęskniłem. 

Wróciłem bo znowu coś przyszło mi do głowy.

A chwilę mi to zajęło, bo zbierałem się na sposób. 

To nie jest proste. Bo jak napisać poradnik tak, żeby nie pouczać?

Nie jestem trenerem personalnym, parakołczem czy innym kołczanem lub paralotnią. Nie mam podstaw teoretycznych, kompetencji ani nawet legitymacji, aby komukolwiek mówić jak ma żyć.

I nie powiem.

Powiem ci coś innego. 

Podzielę się pomysłem i obserwacją. A na dodatek dorzucę pole do dyskusji. 

Takiej wewnętrznej – ale równie dobrze całkiem uzewnętrznionej.


Oczywiście, nie musisz się ze mną zgodzić. Tak będzie nawet ciekawiej.

Nie będę odkrywał koła na nowo, nie rozbiję nawet atomu. Nie spodziewaj się po mnie rewolucji – to już chyba jasne.

Pozwoliłem sobie na ten przydługi wstęp, bo zasadnicza część, będzie krótka.

Tym razem nie zabiorę ci wiele czasu. Chciałbym, żebyś sobie wziął ten pomysł i miał go przy sobie. Tak na wszelki wypadek albo do użytku codziennego. Jak kombinerki w damskiej torebce. 

Nie lubię pisać o sprawach fundamentalnych. Miłości, wolności, śmierci…

Nie lubię bo i nie umiem. To za ciężki kaliber na moje skromne moce przerobowe.

Dzisiaj jednak naruszę jeden z takich fundamentów.

Uszczknę jedynie kawałek.

No dobra, zaczynajmy.

To, co teraz nastąpi, to właściwie wszystko, co mam do powiedzenia – uwaga!

Jeśli chcesz być szczęśliwy…

To bądź szczęśliwy.

Łomatkobosko, ale się wysilił. 

No tak, wysiliłem się. I pokuszę się o rozwinięcie powyższego, to może nie wyjdę na skończonego gnoma internetowego (trollem staram się nie być).

Pierwsza rzecz to rozróżnienie szczęścia jako farta – na przykład w grach liczbowych, czy szczęścia do czegoś (ludzi, decyzji itd), od poczucia szczęścia, które jest już zupełnie wewnętrzną sprawą.

Wydaje mi się, że nie potrzeba mieć szczęścia, żeby je czuć a w moim pomyśle, chodzi właśnie o bycie szczęśliwym, czując się szczęśliwym.

To raz.

Druga sprawa, to to, że nieszczęście nie jest przeciwieństwem szczęścia.

Nieszczęście może nas spotkać. Albo my możemy spotkać jakieś nieszczęście.

Może nas kopnąć jakaś choroba. Albo napaść nagła i niespodziewana biegunka. Może, z siłą wodospadu, uderzyć w nas recesja, podatki, czy któraś z innych plag.

Ale, każde z nieszczęść, które nas spotykają, jest pochodzenia zewnętrznego. 

Mało tego, dla tych, którzy lubią fizykę, wzory i takie tam… to…

Przeprowadźmy mały eksperyment.

Bierzemy sobie szklane naczynie.

Menzurkę, dajmy na to.

Wypełniamy ją do pełna płynnym szczęściem (wlej co tam sobie chcesz).

W pojemniczku obok przygotowaliśmy sobie kilka grudek nieszczęścia.

I teraz będzie najfajniejsze.

Jak sądzisz, co się stanie jeśli do naczynia ze szczęściem wsypiesz przygotowane grudki nieszczęścia?

Że grudy wyprą ciecz równą swojej objętości w niej (tej cieczy) zanurzonej?

Ale gdzie tam!

Niczego nie wyprą. Mogą co najwyżej zmienić kolor cieczy, gęstość, temperaturę, czy inne właściwości – ale ciecz z menzurki się nie wyleje.

To niemożliwe?

A co ty tam wiesz. Sprawdzałeś?

O co mi właściwie chodzi? A no o to, że nieszczęścia, które nas dotykają, obmacują a czasem coś więcej, wpływają na nasze poczucie szczęścia, ale nam go nie odbierają. Na razie tyle.

No i fajnie. Czas na przypomnienie, o czym ja tu właściwie.

Jeśli chcesz być szczęśliwy, to po prostu bądź szczęśliwy.

Super, łatwo mi powiedzieć. A to przecież nie jest takie proste jak mi się wydaje. 

Być może masz rację, że to nie jest takie proste, ale za to jestem pewien, że to jest dokładnie tak trudne jak sam sobie to skomplikujesz.

Jeśli będziesz uzależniał swoje poczucie szczęścia od tego, co jest poza menzurką…

Od pieniędzy, innych ludzi, polityki, sytuacji gospodarczej, warunków bytowych…

No to też przecież możesz. Wolno ci.

Ja jednak sądzę, że one nie powinny mieć bezpośredniego przełożenia na to czy czujesz się szczęśliwy czy nie.

Trywialnym przykładem jest szczęśliwy bezdomny i nieszczęśliwy bogacz… Przy czym określenie “nieszczęśliwy” jest nietrafione. On prawdopodobnie nie jest nieszczęśliwy tylko ma niższe poczucie szczęścia.

Możesz czuć się szczęśliwym nie mając nic, chorując przewlekle, czy borykając się z innymi mniej lub bardziej poważnymi kłopotami.

Mówisz, że łatwo mi tak mówić, bo jestem zdrowy, mam rodzinę, mam co jeść i gdzie mieszkać.

No tak. 

To wszystko się zgadza. 

Tylko, czy to, że komuś jest być może łatwiej, to jest dobry argument, żebyś ty nie czuł się szczęśliwy? No jak tam sobie chcesz.

Nie chciałbym, abyś sądził, że ja cię zmuszam do tego, żebyś czuł się szczęśliwy. 

Nie.

Czasem człowiek potrzebuje pobyć sobie w swoim nieszczęściu. Tak bywa i każdy ma do tego prawo.

Jeśli jednak chcesz być szczęśliwym.

To bądź.

Polecam

moja ameba

Kraków, lipiec 2019

© mojaameba.com.pl

unsplash-logoZdjęcie w nagłówku: Ben White
Please wait...

Moja ameba Autor

3
Dodaj komentarz

avatar
2 Wątek komentarzy
1 Odpowiedzi wątku
2 "Falołersi"
 
Komentarz budzący najwięcej reakcji
Wątek budzący najwięcej reakcji
3 Autorzy komentarzy
Tomek KolowcaMadka rokuNatalia Kuziola Najczęściej kometujący
  Subskrypcja  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Natalia Kuziola
Użytkownik

Warto wiedzieć w małych rzeczach coś dobrego to i wielkie ucieszą. Np pozytywne nastawienie też dziedziczymy w genach ☺

Madka roku
Gość

Bardzo optymistyczny punkt widzenia. I fajnie. Są jednak rzeczy, które przynajmniej na jakiś czas zabierają nam szczęście. Śmierć kogoś bliskiego na przykład. Tak, wiem, że ludzie się po tym podnoszą, jakoś żyją dalej, układają sobie… Czytaj więcej »