Jasna sytuacja

Sprawa była prosta. Jak zwykle.

Czterdzieści sześć lat na karku. Żona, dwójka dzieci, kredyt na mieszkanie i coraz częściej odmawiający posłuszeństwa samochód.

Pies już od dawna patrzył z niemym wyrzutem, gdy Jakub próbował zmierzwić mu sierść na grzbiecie. Tolerował wyłącznie Panią, jemu pozostawiał co najwyżej swobodę poruszania się po mieszkaniu.

Durne bydlę, pomyślał, cofając szybko rękę, zgodnie z wibrującym ostrzeżeniem wrogo uśmiechniętego dobermana.

Pies nie był osamotniony w swoim stosunku do Głowy Rodziny. Pozostali także, w najlepszym razie, tolerowali jego obecność.

Już nie pamiętał, kiedy jego własna, podstawowa komórka społeczna, wykluczyła go.

Kiedy stał się pariasem we własnym domu.

Nie, nie okazywano mu wrogości, czy nienawiści.

Stanowił dla nich niechętnie, choć wielkodusznie, tolerowany obiekt. Konieczny element wystroju wnętrza. Jak stary, żeliwny grzejnik, skrupulatnie obudowywany, czy zamalowywany – tak, aby go ukryć, a jednocześnie zachować funkcję.

Funkcje Jakuba ograniczały się do opłacania rachunków, rat kredytu, podpisywania zwolnień ze szkoły, czy wyprowadzania na spacery psa, który nawet w obliczu wspólnej przechadzki, nie okazywał przyjaźni operatorowi smyczy.

Żona Beata, jak zwykł o niej mówić, kiedy jeszcze w ogóle wspominał o swojej małżonce, była szefem.

Po prostu. W pracy piastowała kierownicze stanowisko. To wydeptała sobie ciężką pracą, wylewając krew, pot i łzy – głównie podwładnych. Ale w domu także należała do jednoosobowej Wyższej Kadry Kierowniczej – pseud. “Wukak”.

Biorąc pod uwagę jej stalinowskie podejście do sprawowania władzy, to właśnie on, Jakub stał się jedynym podwładnym, a jako taki, najlepszym celem ataków, docinek i popularnego mobbingu.

Tak było kiedy jeszcze w ogóle jakieś stosunki pomiędzy małżonkami zachodziły.

Czasem nawet seksualne.

Choć i te, już na bardzo wczesnym etapie ich pożycia małżeńskiego, przyjęły charakter raczej molestowania seksualnego podwładnego przez przełożoną, niż uniesień miłosnych pary kochanków.

Czy Ty też masz wrażenie, że rysuje się tu obraz życiowego nieudacznika, biernie przyjmującego szykany i ataki? Niezdolnego do odnalezienia własnego kręgosłupa i miękkiego jak plastelina ugniatana w ciepłych dłoniach?

Tak wyglądałaby żałosna kreatura, niegodna pożałowania, która prawdopodobnie bezrefleksyjnie pogodziła się z losem, a swoją osobowość, o ile kiedykolwiek jakąś osobowość miała, już dawno włożyła na półkę, pomiędzy inne bajki i opowiadania fantasy.

Byłoby to prawdopodobne, ale tak nie jest…

Jakub, pomimo naszkicowanego obrazu, od zawsze prowadził niezwykle bujne życie… wewnętrzne.

Jeszcze na etapie szkoły średniej odkrył, że znacznie łatwiej wygrywać bójki, zdobywać dziewczyny by następnie przeżywać z nimi intensywne chwile miłosnych uniesień, czy zwyczajnie, być bohaterem ratującym świat przed zakusami morderczych maszyn… gdy to wszystko rozgrywa się wewnątrz jego, często rozczochranej, głowy.

Oddawał się więc kreacji alternatywnych rzeczywistości, kiedy tylko mógł. W szkole na nudnych lekcjach i na tych bardziej zajmujących także. W domu, w każdej chwili, która nie wymagała od niego pełnego skupienia. Gdy sytuacja wymagała jedynie większej uwagi… mniejszą, poświęcał na toczenie batalii z armią robotów, lub emablowanie wielkookiej blondynki z łobuzerskimi dołeczkami w policzkach.

Rzadziej, choć w regularnych odstępach czasu, pozwalał sobie na projektowanie rzeczywistości możliwie bliskiej tej faktycznej, a różniącej się jedynie szczegółami.

Tam był tym samym, wycofanym chłopakiem. Chodził do tej samej szkoły. Był dręczony przez tych samych chłopaków ze starszej klasy. Kochał się potajemnie i beznadziejnie w tej samej Oli Trzcińskiej z trzeciej ce – tak, była blondynką i miała olbrzymie chabrowe oczy, w których Jakub utonął już w czasie pierwszej przerwy w nowej szkole, gdy tylko minął pannę Trzcińską na korytarzu drugiego piętra IV LO.

Na początku odstępstwa od otaczającego świata były kosmetyczne. Imię wuja, starszego brata mamy Jakuba. Nazwa sklepu z artykułami piśmiennymi, w którym Jakub zrobił zakupy raz i więcej się tam nie pojawił, ponieważ gdy sklepikarz nie patrzył, Jakub zwędził z koszyka na ladzie temperówkę.

Temperówka została wyceniona na osiemdziesiąt groszy. Nie była Jakubowi do niczego potrzebna i nie wiedział, po co ją zabrał.

Impuls był silny, Jakub zareagował i schował temperówkę do kieszeni, a zanim doszedł do niego absurd całej sytuacji, zapłacił za pozostałe zakupy i prawie wybiegł ze sklepu.

Wstyd nie pozwolił mu powrócić do tego sklepu nigdy potem.

Z zabawnych przeinaczeń można wymienić również ulubiony smak lodów. W rzeczywistości dałby się pokroić za śmietankowe lody z lodziarni pana Marka na rogu Kwiatkowskiego i Boruty-Korzeńskiego. Sam nie wiedział, czemu w projektowanym świecie, nie mógł się oprzeć akurat pistacjowym, w tym sztucznym, chemicznym, zielonkawym kolorze.

W każdym razie, różnice były nieznaczne i w sumie nieistotne.

Z czasem, kiedy rozgościł się na dobre w nowej sytuacji… zaczął swobodniej podchodzić do pojęcia faktu.

Stopniowo ale konsekwentnie, poprawiał swoją sytuację w drobnych szczegółach. Poprawiał wyniki w nauce, notowania u Oli a także sytuację towarzyską. Generalnie tuningował po kolei każdy aspekt swojego nastoletniego życia.

Nie robił tego skokowo ani rewolucyjnie. Dopieszczał szczegóły metodami ewolucyjnymi. Dawał zmianom czas i nienachalnie sterował fantazjami w kierunkach bardziej dla siebie atrakcyjnych.

Dla utrzymania pozorów realizmu, od czasu do czasu, fundował sobie jakieś niepowodzenie. Na tyle dotkliwe, żeby zabolało, ale nie na tyle, by mogło mu przeszkodzić w dalszej autokreacji. Stanowiło raczej bodziec niż hamulec zmian.

Nie jestem psychiatrą, ty też pewnie nie jesteś. Sądzę jednak, że Jakub jak najbardziej stanowił materiał na specjalistę od wygniatania skajowego pokrowca kozetki w poradni zdrowia psychicznego.

Czas mijał. Jakub miał coraz większe doświadczenie w kamuflowaniu swoich wycieczek w rzeczywistości równoległe, więc nikt nie podjął nawet wyzwania postawienia diagnozy, o jakiejkolwiek terapii nie ma co nawet wspominać.

Jakub natomiast zauważył, że powodzenia odnoszone w alternatywnych światach, mają wpływ na jego rzeczywistą sytuację.

Pomalutku, małymi kroczkami, świat zaczął się obracać, troszkę bardziej i nieznacznie przyjaźniej.

Nie tylko w wyobraźni Jakuba.

Ola co prawda nadal nie wiedziała o jego istnieniu, ale coś drgnęło. Stał się pewniejszy siebie. Potrafił już trudne sytuacje rozgrywać w kilkunastu alternatywnych opcjach i dzięki temu był w stanie podjąć decyzje optymalne.

Zaczął więc wyciągać dla siebie pozytywy z nabytych zdolności. W sytuacjach społecznych potrafił coraz szybciej prowadzić skuteczne analizy i wyciągać wnioski.

Nie musiał się już pogrążać na długie godziny w imaginacjach i fantazjach. Nauczył się działać symultanicznie. Potrafił być jednocześnie jeśli nie we wszystkich, to na pewno w większości prowadzonych na bieżąco światów.

W tym samym momencie rozgrywał batalię z niebezpiecznym cyborgiem, pieścił dziewczynę, z którą od pół roku tworzył wspaniały, satysfakcjonujący związek, powtarzał skomplikowaną sytuację w piętnastu koncepcjach, z których tylko trzy rokowały pozytywny rezultat.

Wszystko to w tym samym czasie, gdy rozwiązywał trzecie zadanie na sprawdzianie z matematyki u profesora Zimnickiego.

Stał się opanowany. Nie uciekał w wyobraźnię w sytuacjach trudnych. Korzystał z niej ale nie ukrywał się.

Nauczył się skutecznie wpływać na ludzi, a to z kolei pozwoliło mu wspiąć się na szkolnej drabinie społecznej niemal na sam szczyt.

Jakub bez najmniejszego problemu ukończył szkołę średnią.

Studia również nie stanowiły najmniejszego kłopotu, zarówno te stopnia pierwszego jak i doktoranckie.

To właśnie wtedy poznał Beatę.

Zakochał się. W tym przypadku, postanowił pozwolić sprawom po prostu się dziać.

Nie korzystał z wypracowanych mechanizmów, nie analizował, nie przewidywał i starał się unikać jakichkolwiek dodatkowych wymiarów z Beatą.

W ten sposób postanowił zachować jej wierność…

Historia po prostu popłynęła. Swoim tempem na swoich prawach. Jakub pozwolił się jej nieść, jak już dawno niczemu. Takiej wolności i lekkości nie czuł już od dawna, więc pogrążył się w niej.

Nie zrezygnował z pozostałych poziomów swojego odczuwania. Wciąż prowadził wielowątkowe i wielowymiarowe działania, ale Beata i wspólne z nią życie pozostawił nimi nietknięte.

Co się stało, zapytasz.

Czemu teraz, w wieku czterdziestu sześciu lat, Jakub zdaje się być mężczyzną przegranym?

Odpowiedź jest prostsza niż myślisz.

Podporządkował się Żonie Beacie, stracił jakikolwiek szacunek dorastających dzieci, a nawet psa… ponieważ tak chciał.

W trzydziestym siódmym świecie równoległym, jedynym, w którym był mężem apodyktycznej Beaty, przeprowadził obiektywnie udany, choć subiektywnie budzący nieprzyjemne poczucie porażki, eksperyment.

Jego wynik ale również składowe, pozwoliły skutecznie uniknąć raf i mielizn na spokojnych wodach wspólnego życia Jakuba i Aleksandry, z domu Trzcińskiej.

Dzięki tamtemu światu, mogli wraz z Olą prowadzić szczęśliwe, wspólne i prawie beztroskie życie, wychowując dwóch nastolatków.

Pomimo wcześniejszej niechęci Jakuba do kotów, przygarnęli nawet przedstawiciela dumnej rasy Maine Coon, którego pozostawiła po sobie zmarła jakiś czas temu sąsiadka.

Jakub okazał się jedynym domownikiem tolerowanym przez rozpieszczonego sierściucha i kot szybko zdobył sobie serce głowy rodziny.

Czy wspólne życie Jakuba z Olą, synami i kotem także jest projekcją?

Czyjąś na pewno.

Kraków, maj 2019

© mojaameba.com.pl

unsplash-logoZdjęcie w nagłówku: JR Korpa

Please wait...

Moja ameba Autor

2
Dodaj komentarz

avatar
1 Wątek komentarzy
1 Odpowiedzi wątku
1 "Falołersi"
 
Komentarz budzący najwięcej reakcji
Wątek budzący najwięcej reakcji
2 Autorzy komentarzy
Moja amebaMadka roku Najczęściej kometujący
  Subskrypcja  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Madka roku
Gość

No, dobra, zaskoczyłeś mnie końcówką! 🙂 Brawo!