Zgaga

Wystartował wcześnie rano, tuż po świcie. Pogoda zapowiadała się, jak to zwykle jesienią, na pochmurną z dłuższymi przejaśnieniami.

Podobno jego babka prognozowała pogodę na podstawie łupania w kościach i skręcania w stawach, ale on był za młody aby odczuwać podobne rzeczy.

Uwielbiał latać od kiedy sięgał pamięcią – miał to w genach po ojcu i matce. Inni dziedziczą po rodzicach piękny głos czy też smukłą sylwetkę. On miał to o czym mogą tylko marzyć pozostali na ziemi – miłość do latania, którą mógł realizować na co dzień.

Głosu nie potrzebował a sylwetki pięknej nie miał. Olbrzymie brzuszysko, które dźwigał ze sobą czasami zasłaniało mu widok jedzenia które aktualnie zjadał. Właściwie to on nie jadł tylko żarł wszystko co nadawało się do konsumpcji a było w zasięgu wzroku.

Dziwił się sam sobie i tłumaczył to posiadaniem trzech żołądków w tym jednego deserowego, co było kłamstwem wymyślonym na potrzeby usprawiedliwienia się przed innymi.

Gdy napadło go poczucie winy za swoje liczne obżarstwa, gimnastykował się przez kilka, no może kilkanaście minut. Przez to czuł się nieco lepiej.

Jednak tu w powietrzu nie musiał przejmować się takimi błahostkami.

Wiedział, że jest wolny jak ptak.

Beztroska z jaką unosił się w powietrzu była jednak pozorna.

Instynktownie obracał głowę w stronę słońca, aby sprawdzić czy nie czai się tam jakieś niebezpieczeństwo.

Wielokrotnie kierował się instynktem, a ten nigdy go nie zawiódł.

Kiedyś jak opowiadali jego rodzice od strony słońca atakowali ci, których imienia nie wolno było wymawiać.

Słońce raziło go ale spokojnie zlustrował niebo aż po horyzont.

Wzrok miał doskonały można powiedzieć sokoli i nawet z tej wysokości mógł dojrzeć liczne dziury w nawierzchni dróg.

Nasilający się boczny wiatr zmusił go do korekty lotu.

Lubił latać wysoko, dotykać chmur, a nie tak jak młodzi adepci latania, muskać wierzchołki drzew czy też – o szczycie głupoty – latać tuż nad dachami domów.

Widział wielu, którzy marnie kończyli swój żywot na tym świecie starając się ominąć kolejny komin, ale po co zawracać sobie głowę tymi miernotami?

Katastrofy były, są i będą tak długo jak długo będzie się latać – nie było się nad czym zastanawiać.

On nigdy nie czuł strachu, a jedyne co odczuwał to pustka w drugim żołądku gdy wykonywał jakieś trudne ewolucje.

Aby oderwać myśli od przygnębiających wydarzeń skierował je ku swojej aktualnej partnerce. Przygruchał ją sobie ostatniej wiosny i jak na razie był z niej zadowolony.

Chociaż z jego umiejętnościami hipnotycznymi mógłby mieć setkę takich jak ona.

Im dłużej ją znał, tym bardziej wydawała mu się przeciętna i szara, więc coraz więcej czasu poświęcał na latanie – prawdziwą miłość swego życia.

Hej, ty próżniaku zbliżasz się do celu a zbyt długie latanie często rozleniwia i usypia czujność. Zezłościł się sam na siebie. Powtórzył w myślach procedurę lądowania. Był profesjonalistą, nie chciał sobie pozwolić na najmniejsze uchybienie podczas tego manewru.

Mimo, że nie czekał na niego tłum widzów, chciał aby wszystko udało się znakomicie.

Widział już przed sobą charakterystyczną wieżę Bazyliki Mariackiej, kamienice wokół Rynku i Sukiennice.

Prawdę mówiąc, to srał na te wszystkie zabytki, chociaż wykorzystywał ich charakterystyczne położenie jak punkty orientacyjne. Uważał, że wszystkie te śmieszne domki dawno powinno się zburzyć i posadzić tam drzewa – co byłoby dobrym uczynkiem w dziedzinie ochrony przyrody, o której tyle się ciągle mówiło.

Po co komu na przykład takie Sukiennice? Ludzie tak się tam tłoczą, że mogą kogoś zadeptać nawet nie zdając sobie z tego sprawy.

Zwykłe udomowione bydło.

Gdy przeklinał pokazywał swoją zwierzęca naturę.

Jeszcze jeden łagodny zwrot w lewo i już lądowanie.

Perfekcyjnie jak zawsze.

Po dłuższym locie bywał hiperaktywny, a ponieważ miał nieco czasu dla siebie, zastanawiał się gdzie pójść.

Wtedy zobaczył, że zbliża się do niego starsza kobieta w białym, śmiesznie przekrzywionym na ucho berecie.

Rzuciła mu ćwiartkę precelka z solą.

Z solą?

Ty głupia babo! Sól jest dobra w solarium. Jednak chciwie dziobał, mimo iż wiedział, że wieczorna zgaga go nie minie.

© mojaameba.com.pl

unsplash-logozdjęcie w nagłówku: Caleb Woods
Please wait...

Dodaj komentarz

avatar
  Subskrypcja  
Powiadom o