Feuilleton

Rumieńcem dzięcielina pała, jako i ja zapałałem…

Piszę do Was regularnie. To jest chyba właściwe określenie.

Być może za często. Być może nie w punkt, nie w sedno. Regularnie jednak na pewno.

Próbuję nie nudzić.

Szukam nowych dla siebie rozwiązań.

Staram się odmieniając nieco formę – przez przypadki lub po prostu, zachować jakiś tam styl. Albo zwyczajnie go wypracować.

Mój własny, choć pewnie niespecjalnie oryginalny.

Nie szukam tematów. Te się same znajdują w okolicach trzeciego przecinka, stawianego nadmiarowo i pewnie nie zawsze tam, gdzie stać powinien. Lepiej za dużo przecinków, niż gdyby miało komuś zabraknąć.

Nie żałuję wielokropków, bo gdy nie wiem co powiedzieć, wolę, żebyś sam dokończył. Pewnie mądrzej, pewnie celniej.

Pisanie zaczynam od ty(tu)łu, co mnie samego zaskakuje.

Zwykle nie wiem o czym tekst będzie, ale tytuł już jakoś pomaga.

To troszkę jak kamień z przywiązaną długą liną. Biorę zatem kamień i rzucam w dowolnym kierunku. Kiedy ten już leci, upewniam się tylko, czy drugim końcem liny jestem dobrze obwiązany w pasie.

I czekam.

No cóż, sam wiesz, że efekty są różne.

Czasem lina pociągnie mnie, ale Ciebie, czytelnika już nie bardzo. Tak jest chyba najczęściej.

Często kamień upadnie zanim napnie linę. Tekst kończy się po trzecim akapicie i nie chce mi się do niego wracać.

Jeśli zdarzył mi się tekst, który pociągnął za sobą Ciebie, to niezmiernie się cieszę.

Przyznaję, że piszę głównie dla swojej przyjemności, zabawy. Jest w tym też odrobina gimnastyki umysłowej.

Choć mam nadzieję, że Ty nie męczysz się nadmiernie czytając moje notatki, staram się, aby choć odrobinę prowokowały do aktywności. Żeby nie były boleśnie oczywiste.

Moja szanowna siostra, co się na rzeczy zna, powiedziała, że takie pisanie, jakie uprawiam, to się nazywa felietonistyka. Co do zasady i abstrahując od jakości samego materiału – tego nie powiedziała, ale sam wiem.

No i to jest dla mnie duże słowo. Pałam więc, niczym ta dzięcielina.

A rumienię się tym bardziej, że ja wiem, że to wcale nie jest żadna …styka.

To zwykły felietonizm jest, jak kretynizm, czy inna jakaś przypadłość wieku straceńczego.

Pewnie da się to leczyć, ale… po co?

W każdym razie, stuknął drugi roczek wspólnej naszej zabawy. Twojej i mojej.

Ja piszę do Ciebie te notki, Ty w miarę możliwości je czytasz, czasem coś odskrobniesz.

Jest miło.

Mi będzie tym milej, jeśli od czasu do czasu uśmiechniesz się do ekranu lub zmarszczysz swe czoło, zastanawiając się “co ta ameba znowu”.

A jeśli jeszcze dasz znać, że któreś z powyższych nastąpiło, oj to będę świętował sukces.

Na razie, bardzo dziękuję za wspólnie spędzony czas i poświęconą przez Ciebie uwagę.

Żadnego z powyższych już Ci nie oddam. Są moje… tylko moje… (jeśli masz teraz przed oczami postać Golluma z “Władcy Pierścieni”, to słusznie).

Mój Ssssskarrrbie

Kraków, luty 2019

unsplash-logozdjęcie w nagłówku: Calum MacAulay
Please wait...

Moja ameba Autor

1
Dodaj komentarz

avatar
1 Wątek komentarzy
0 Odpowiedzi wątku
1 "Falołersi"
 
Komentarz budzący najwięcej reakcji
Wątek budzący najwięcej reakcji
1 Autorzy komentarzy
Dariusz Najczęściej kometujący
  Subskrypcja  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Dariusz Pluta
Użytkownik

Gratulacje, “sto lat” na okoliczność dwulecia. Nie mogę się już doczekać 8 rocznicy która obok 88, 888, itd jest najbardziej okrągłą z możliwych.