Czas Golema

Adaś, bo lubił, gdy tak na niego mówiono, został ulepiony w dziewiętnastym wieku. Miał licznych, podobnych sobie braci i siostry, w różnych częściach kraju, a nawet całej Europy.

Było ich sporo, bo i potrzeby były znaczne.

Legendę odświeżono po latach zapomnienia. Gliniane zastępy, okazały się niezastąpione w roli dyskretnych obserwatorów. Czasy zrobiły się niestabilne, a każdy sposób na zdobycie wiedzy i utrzymanie ręki na pulsie mocno rozedrganej Europy, był na wagę złota.

W takich okolicznościach śmiały projekt przedstawił jeden z rabinów, uczeń i spadkobierca słynnego Jehudy Löw ben Bezalela z Pragi. 1

Gdzie szesnasty, a gdzie dziewiętnasty wiek, spytasz… Słusznie. Już sam fakt współpracy obu panów, powinien był i utwierdził w przekonaniu o realności przedsięwzięcia.

W owych czasach, powróciła moda na stawianie na rogach kamienic, należących do co bogatszych mieszczan, oraz na budynkach użyteczności publicznej, gargulców i rzygaczy.

Czyż to nie wspaniała okazja aby wykorzystać wielowiekową tradycję i zdobyte na przestrzeni pokoleń doświadczenia?2

W ten sposób, z tych może nieco niepokojących elementów architektonicznych, uczyniono wcale pomocne środki inwigilacji bezpośredniej. Taki monitoring – street view, można by powiedzieć.

Jedną z takich “kamerek” stał się nasz Adaś.

Golema można było ożywić wypisując mu na czole hebrajskimi literami słowo ADAM – człowiek. Można również było włożyć do ust posągu pergamin z właściwym słowem. Oczywiście ta druga metoda, w przypadku rzygaczy, nie sprawdzała się najlepiej.

Większość Adasiowego rodzeństwa, ograniczała swą działalność do obserwowania i składania niespecjalnie rozbudowanych raportów swym panom (osobom, które wydrapały litery na ich czołach). Golemy były nieme i bezmyślne, ale aktualizacja szesnastowiecznego oprogramowania, pozwoliła przyswoić im sztukę pisania. Generowały więc kilkuzdaniowe opisy swoich obserwacji.

Adaś był jakiś inny.

Być może jego odmienność miała związek ze stanem upojenia alholem, pod wpływem którego był niepozorny człowieczek, który w pewną upalną noc skreślił chwiejnie cztery znaki na figurce umocowanej na narożniku kamienicy, stojącej u zbiegu ulic Łobzowskiej i Biskupiej w Krakowie.

Być może znaki zostały niedokładnie zinterpretowane przez administratora systemu operacyjnego golemów…

W każdym razie Adaś został zaopatrzony w funkcje dodatkowe.

Mało tego, że potrafił myśleć, miał poczucie humoru, ale nawet, jeśli oczywiście miał więcej wolnego czasu, zdarzało mu się marzyć.

Już po kilku miesiącach aktywnej pracy wywiadowczej, Adaś odkrył, że ta robota go nudzi. Zupełnie nie rozumiał, co kierowało człowiekiem, który zdecydował się na obserwowanie właśnie tego zakątka miasta. Nie działo się tam dosłownie nic interesującego.

Owszem, od czasu do czasu, ktoś dostał w gębę i został pozbawiony wraz z uzębieniem, zegarka i posiadanej gotówki. Od czasu do czasu jakiś młodzieniec skradł całusa rozszczebiotanej pannie. Od czasu do czasu furman, rozwożący ziemniaki i inne płody po centrum miasta, nauczył Adasia kilku nowych barwnych przekleństw.

Ale nie miało miejsca zupełnie nic o znaczeniu strategicznym.

I tu na pomoc Adasiowi przyszły właśnie nadgolemowe talenty.

Już w czwartym miesiącu od powołania do służby, Adaś zaczął wkładać w swoje raporty pewną dozę fantazji. 3

A to zmienił kolor włosów piegowatej dziewczyny, a to znowu zmienił liczbę zaobserwowanych automobili… Od czasu do czasu, pozwalał sobie nawet na uwagę w stylu “Sugerowałbym aby większe baczenie zwrócić na pana Xawerego spod trzynastki, gdyż albowiem w ostatnim czasie zaczął on używać wyjątkowo intensywnej Eau de Cologne”.

Trzeba Wam wiedzieć, że być może odkryto by tę jego swobodę twórczą, gdyby nie fakt, że raporty składane przez Adasia lądowały nie gdzie indziej, jak w szufladzie biurka wiecznie pijanego rabina.

Ponieważ nikt nie zwrócił uwagi na drobne nieścisłości, Adaś nabrał wiatru w żagle i rozwinął twórczą działalność na całego.

Nie hamował się wcale.

Przez ulice “patrolowane” przez naszego kamiennego przyjaciela, przejeżdżały więc pociągi wyładowane fantastyczną bronią, maszynami a nawet gigantycznymi, kolorowymi tortami urodzinowymi.

Okoliczne kamienice zamieszkiwały cudowne istoty (biorąc pod uwagę, że zmyślał to gargulec, to może wcale nie były takie cudowne), jednorożce, latające małpy, zielone pingwiny.

Romanse w okolicy nabrały rumieńców, albo i lepiej. Rzecz już nie dotyczyła wyłącznie całusa, oj nie. Znudzony wywiadowca generował całe historie miłosne, rozbudowywał fabułę i nie bał się nawet wnikać w szczegóły…

Z resztą, niektóre z jego raportów nadal można kupić w miękkiej okładce z tytułem serii, o równie jak on, kamiennym brzmieniu.

Gdyby tylko ktoś w tamtych czasach, poświęcił choćby chwilę na przeczytanie regularnie składanych doniesień…

Ale może to i dobrze.

Widzicie bowiem, czasy się zmieniły. Nastała wojna, potem jeszcze jedna.

Oczywiście opiekunowie gargulców strzegli tajemnej wiedzy i przekazywali ją swym następcom. Sami wywiadowcy odegrali niebagatelną rolę w działaniach dywersyjnych, zawczasu informując o wielu działaniach za linią wroga.

Ale jak już mówiłem, czasy się zmieniły. Po wojnach i według nowego układu sił, już nikt nie wiedział gdzie linia frontu przebiega, a i oddzielenie wroga od swojego nie było rzeczą łatwą. Nastąpiły podziały wśród samych opiekunów, by koniec końców, projekt uznano za zakończony.

Każdemu z wywiadowców starto pierwszą literę, co pozbawiało posąg życiodajnego tchnienia. A w ramach podziękowania za wieloletnią, wierną pracę, każdy z demobilizowanych posągów, miał otrzymać prawo własności powierzchni, którą zajmował. Równie to dobre jak order pośmiertny, ale gargulce nie narzekały.

Całość przyjęły z typowym dla siebie, kamiennym spokojem.

W ten oto sposób zlikwidowano prawie całą siatkę wywiadowczą golemów.

Pozostało jedno aktywne ogniwo.

Rabin, opiekun Adasia, sprawę położył na całej linii. Co prawda rozkaz otrzymał, ale z wykonaniem było już znacznie gorzej. Wziął butelkę jarzębiaku i ostatni raz poszedł na dach kamienicy na rogu Łobzowskiej i Biskupiej.

To wtedy Adaś poznał dwa nowe uczucia.

Jednym z nich było współczucie – rabin opowiedział mu historię swojej niespełnionej miłości, realizacji marzeń i planów apodyktycznej matki, i braku szczęścia spowodowanego wewnętrznym rozdarciem… i takie tam.

Drugim uczuciem, była nieważkość. Rabin nie był sknerą, dzielił się chętnie zawartością butelki ze swym nienawykłym do alkoholu, towarzyszem.

W konsekwencji nocnych wydarzeń, do palety uczuć doszły kolejne dwa: straty, po niefortunnym poślizgnięciu się rabina na krawędzi dachu, oraz kaca giganta – o poranku dnia następnego.

Być może niespecjalnie interesuje Cię zdobywanie przez kamiennego pieszczocha kolejnych kompetencji emocjonalnych, ale w wyniku powyższego zbiegu okoliczności, Adaś pozostał jedynym na świecie aktywnym golemem…

Nie bój się. To jest przesympatyczny towarzysz ludzi, o stale zdziwionym wyrazie pyska. Co prawda nie pomoże Ci w niczym. Ale jeśli chciałbyś, to możesz z nim porozmawiać (jeśli przyjdziesz do niego z jarzębiakiem, to możesz liczyć na jego dozgonną przyjaźń – i chodzi tu raczej o Twój zgon, oby nie za sprawą śliskiej dachówki).

Co ciekawe, Adasiowe okolice, są jedynym miejscem na mapie Krakowa, gdzie trudno spotkać gołębia… Jakoś się wzajemnie nie polubili przez te wszystkie lata… I za to cenię Adasia najbardziej.

Adaś w osobie własnej

Kraków, styczeń 2019

© mojaameba.com.pl

unsplash-logo Zdjęcie gargulca w nagłówku: Pedro Lastra
Please wait...

  1. Za Wikipedią: (hebr. יהודה ליווא בן בצלאל) zwany MaHaRaL (hebr. מהר”ל) z Pragi – „Moreinu Ha-Rav Löw” – Nasz Nauczyciel Rabbi Lew, „Der Hohe Rabbi Loew” – Wielki Rabin Loew (ur. ok. 1520 w Poznaniu, zm. 1609) – żydowski uczony rabinicznytalmudystafilozofmistykkabalistaalchemik i astrolog oraz matematyk.

  2. Tak, oczywiście, nawiązuję do twórczości nieodżałowanego sir Terry’ego Pratchetta.

  3. Jasne, to Yossarian

Moja ameba Autor

Dodaj komentarz

avatar
  Subskrypcja  
Powiadom o