Karp’e die’m

Pobudka była jak co roku – bolesna.
– Wstawaj, już ósma dochodzi, a ty ciągle w łóżku. Roboty tyle, a ty się wylegujesz!
– ehm

No i się zaczęło. Już wiedziałem, że zęby umyję dopiero wieczorem.

W drzwiach mojego pokoju potknąłem się o odkurzacz. Jasne.

– Jeszcze nie skończyłeś? Szybko, bo choinkę trzeba ogarnąć.

Jak choinkę ogarnąć? Nie mamy choinki.

Nie zdążyłem tego powiedzieć na głos…

– A jeszcze trzeba po nią pojechać na ryneczek, bo dzisiaj już są tańsze.

Do choinki dorzucili listę sprawunków. Bo ktoś coś zapomniał albo już się skończyło, a potrzebne na wczoraj.

Jadę. Przynajmniej od odkurzacza się oderwę. I tak mnie nie ominie. Przecież jak postawię tę choinkę to trzeba będzie znowu sprzątać.

Czemu ci wszyscy ludzie nie siedzą w domach? Albo w pracy, albo sam nie wiem gdzie. Korki w Wigilię? Poważnie?

Dobra, nie ma co marudzić, zawsze kilka chwil wolnych od tej świątecznej zawieruchy.

Jak się uda, to karp już będzie martwy kiedy wrócę.

W tym roku morduje Krzysiek.

Ach, ten krwawy rytuał. Od dziecka uciekaliśmy na tę okoliczność z domu.

Kiedy ojciec odkrył, że karpia lepiej trzymać przez szmatę i rąbnąć czymś tępym, rytuał przestał być tak widowiskowy.

Ale do tamtej chwili, do przedświątecznych obowiązków dołączała konieczność ponownego mycia całej łazienki i wysłuchiwania soczystych przekleństw ojca, któremu ryba wyślizgnęła się z ręki, dziabnął się nożem w dłoń albo darł się, żeby mu szybko szmaty przynieść bo “krew się, kurwa, leje”.

Od jakiegoś czasu, to odpowiedzialne zadanie powierza się nam.

Ja rozumiem, że tak jest lepiej dla wszystkich: karpia, łazienki i przede wszystkim ojca. Ale czemu, ja się pytam, nie można kupić już ubitej ryby?

Co roku ta sama śpiewka. Że świeży, że wiesz, co jesz, że coś tam coś tam. A co mnie to obchodzi. Nie chcę mordować ryby…

… i co drugi rok morduję rybę.

W tym roku morduje Krzysiek.

Jakoś zaparkowałem opodal “ryneczku”.

Jaki to ryneczek? Placyk pomiędzy trzema kamienicami, trzy metry na pięć. Ostatni handlarz był tam widziany pod koniec dziewiętnastego wieku. Jak wszedł za “winkiel” za potrzebą.

No i ci “leśnicy” nawaleni od połowy listopada. Pilnują smętnych drzewek, bo sprzedażą ciężko to nazwać.

No tak, dzisiaj drzewka tańsze…

Bo i za co tu płacić? Obraz nędzy i rozpaczy. Łyse badyle ze złamanymi czubkami, sztuk dwie.

Słownie.

Pilnowali dwóch “choinek” w pięciu chłopa, z flaszką mętnej “wody”.

Negocjacje były twarde. Z sześciu peelenów zeszliśmy do “bier już pan chabzia i idź w ch…”. Tu nastąpiło czknięcie, a nie ingerencja rozpanoszonej cenzury.

No to wziąłem i poszedłem.

Chabaź okazał się bardzo trafnym wyborem. Z racji nikczemnego pokroju, wszedł do auta jak złoto, a że igliwia toto prawie nie miało, to i sprzątania będzie mniej.

Reszta sprawunków poszła z większymi oporami. Głównie z mojej winy. Opory brały się z wrodzonego i skutecznie pielęgnowanego gawiedziowstrętu.

Kolejki i wszechobecny burdel we wszystkich sklepach objętych przedświątecznym szałem od Wszystkich Świętych, doprowadzają mnie do pasji, ale dzisiaj pasja to nic.

Nie mogłem się wręcz oderwać od obrazka ludzi wyrywających sobie z rąk zestawy prezentowe złożone z dezodoro i “eau de parfume” w podartych kartonach z promocji “na ostatnią chwilę”.

Nie mniejszy podziw wzbudził we mnie waleczny rycerz ortalionu, który bez żadnej siatki czy koszyka, a używając wyłącznie nie tak znowu licznych kieszeni swojego kreszowego garnituru, wynosił ze sklepu osiem flaszek czystej z ziemniaka. Wigilia na bogato.

Pakuję fanty do bagażnika i wracam na pole bitwy.

Pod domem, żałuję, że nie palę, bo mógłbym odwlec powrót o  jeszcze jedną chwilę.

No nic. Łapię siatki z zakupami w jedną, niespecjalnie iglastego trupa pod drugą rękę i zasuwam.

Pod blokiem spotykam Krzyśka. Od kiedy on pali?

A widzisz cwaniaka. Pali tylko po  świątecznym mordowaniu. Wtedy winę za mdłości zrzuca na fajki i może udawać twardziela

Genialne umysły widocznie myślą podobnie.

Trzy machy i na pełnej petardzie wchodzimy w akcję. Nie ma, że boli.

Podział obowiązków prosty. Ja osadzam choinkę, żeby ojciec miał się czym zająć. Krzysiek sprząta a ja w kuchni robię co mogę, bo mama już mdleje.

Nie, nie ze zmęczenia, tylko z nerwów, bo przecież za pięć godzin cała chałupa gości a “tu wszystko w polu”.

Oczywiście wszystko jest na swoim miejscu. Przygotowała i nagotowała jak dla pułku wojska już tydzień temu ale omdlenia są wśród licznych tradycji świątecznych wypisane złotą czcionką.

Z tymi gośćmi to też gruba przesada, bo poza nami, spodziewamy się wyłącznie niespodziewanego wędrowca, któremu i tak nie otworzylibyśmy drzwi. Bo nakrycie ma być, ale o goszczeniu nikt nie wspominał… chyba…

W międzyczasie ojciec oblepił drzewko ozdobami tak gęsto, że prawie nie widać, co jest pod nimi. Skoro więc zadanie wypełnił, to poszedł się przygotować do wieczerzy…

To nic, że reszta lata jak z piórkiem w dupie.

Pułkownik swoje zadanie wypełnił należycie, idzie się kąpać i ubrać godnie. To i dobrze, przestanie poganiać i rozstawiać resztę po kątach. I tak mamy powoli dość tej świątecznej atmosfery.

Dalej już normalnie.

Nakrywanie do stołu zostaje mnie i Krzyśkowi.

Mama po kolejnej melisie dała się wygonić do łazienki. A my już w kuchni zaczynamy myć zęby, bo tato gdera, że już gwiazdy widzi a my jeszcze w szmatach.

On widzi gwiazdy… ech.

Stajemy w końcu we czwórkę, ubrani jak należy.

Modlitwa, opłatek, pierwszy posiłek tego magicznego dnia i pomiędzy pierogami ruskimi a kutią… myśl…

Może i jak koń po westernie. Pewnie dałoby się inaczej… ale jednak było warto…

© mojaameba.com.pl

unsplash-logozdjęcie w nagłówku: Markus Spiske

Please wait...

Moja ameba Autor

4
Dodaj komentarz

avatar
2 Wątek komentarzy
2 Odpowiedzi wątku
3 "Falołersi"
 
Komentarz budzący najwięcej reakcji
Wątek budzący najwięcej reakcji
3 Autorzy komentarzy
Moja amebaA. WojewódzkaKutzmannka Najczęściej kometujący
  Subskrypcja  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Kutzmannka
Gość

Pad£sm.
Ze śmiechu 😉
Ojciec walczący z karpiem.
Mistrz kurwoeania 😉
Generał.
Ty mi chyba tego Ducha Świąt pomogłeś znaleźć.
Masz rację. To ten chaos, te przygotowania.
Dzięki:*

A. Wojewódzka
Gość

Czyli jednak u każdego te święta wyglądają całkiem podobnie 😀