Dzióbek

Dzisiaj mniej do czytania. Pokażę Wam kilka strzałek i opowiem o Dzióbku. Jestem jego psychofanem od kilku lat, choć nasze drogi rozeszły się już dawno.

Niestety po czasie zorientowałem się, z kim tak naprawdę miałem do czynienia.

Po kolei.

Dawno, dawno temu, dostałem się na staż do pewnej korporacji. Nie było łatwo. Nie będę się chwalił ale z tego co pamiętam, to z około tysiąca kandydatów, wybrano naszą czterdziestkę.

No tak – wybrano. Tak się czuliśmy. Jak byśmy Pana Boga za nogi złapali. Tuż po – albo jeszcze na studiach. Niezłe zarobki i świetlane perspektywy.

O święta naiwności…

To, że tak naprawdę nikt nie miał pomysłu na to, co z nami zrobić po stażu, to zupełnie inny temat. Ważne, że mieliśmy rok na zdobywanie szlifów, doświadczenia zawodowego, ale co najfajniejsze – świetną zabawę.

O tak… Wpompowano w nas kupę kasy. Głównie w szkoleniach. No i te legendarne imprezy integracyjne. Ech.

To, o czym i o kim dzisiaj opowiem, dotyczy pierwszego wyjazdu integracyjnego, połączonego ze szkoleniem.

Szkolenie prowadzone przez bardzo prestiżową firmę ze stolicy, za kupę hajsu i na najwyższym poziomie.

Z perspektywy czasu, zdaję sobie sprawę, że ich prestiż wynikał ze skuteczności, z jaką pompowali młodym, naiwnym ludziom, jedynie słuszną doktrynę korpopapki. Podtrzymując iluzję naszej niepowtarzalności, wyjątkowości i tego, jak cenni jesteśmy dla Firmy.

Ale zabawa była przednia!

Dzióbek był jednym z naszej czterdziestki. Pasował jak ulał, jednocześnie odstając od pozostałych. Teraz już domyślam się z czego wynikała jego wyjątkowość. Był od reszty mądrzejszy.

Czemu Dzióbek? Nie pamiętam jak miał na imię – chyba Krzysiek, ale nie dam sobie głowy urwać.

Dla urozmaicenia, pierwszego wieczoru bawiliśmy się w “butelkę” ale na pytania i odpowiedzi – taka gra towarzyska, żeby się lepiej poznać. Dzióbek chyba się spóźnił i dołączył do zabawy w trakcie.

Kiedy butelka wprawiona w ruch obrotowy przez któregoś chłopaka, zatrzymała się w końcu właśnie na Dzióbku, ten niezorientowany w zasadach, przystąpił do czynności całowania, układając usta w charakterystyczny dzióbek właśnie.

Zanim doszło do wilgotnego mlaśnięcia, został skutecznie wyprowadzony z błędu, ale Dzióbek już się do niego przykleił i tak zostało.

Dzióbek był oryginałem. Był, choć pewnie nadal jest, cholernie inteligentny, a przy tym zupełnie nieszablonowy.

Przez ogół był odbierany jako nieszkodliwy dziwak, ale uważam, że to było bardzo krzywdzące. Całe szczęście Dzióbek chyba sobie niewiele z tego robił i to również stanowiło o jego wielkości.

Był ponad nasze głupawe żarty i potrafił z dystansem podejść do każdej kwestii, analizując ją sobie tylko znanymi algorytmami. Dzióbek, jeśli to czytasz, to szacuneczek dla Pana, panie Dzióbek.

Temat strzałek.

Tak właśnie. Pamiętacie ze szkoły, na czym polega różnica pomiędzy zwykłą strzałką a osią? Jeśli na strzałce odłoży się skalę (podziałkę, czy jak to tam nazwiesz) to nagle wyczarujesz z niej oś – dopisując pod albo nad skalą liczby, stworzysz oś liczbową.

Zabawa jednak zaczyna się, kiedy narysujesz strzałkę i poprosisz grupę ludzi o zaznaczenie na niej skali, ale tylko w myślach.

W ten sposób każdy otrzyma swoją własną oś, wyskalowaną indywidualnie, na miarę i według potrzeb każdego uczestnika eksperymentu.

Każdy podstawiając pod X i Y swoje wartości może dowolnie zmieniać zarówno skalę jak i sens całej osi.

Fakt, że wszyscy byliśmy po wieczornych zabawach integracyjnych troszkę… zmęczeni, ale zadanie wypełniliśmy w zasadzie jednomyślnie.

Każdy po kolei miał podejść do strzałki i zaznaczyć gdzie się obecnie znajduje względem własnej skali – jaka by ona nie była.

I cała grupa wykonała podobne ćwiczenie myślowe.

Odległość X-Y podzieliliśmy mniej więcej na 80 (oczekiwana średnia długość życia) i odłożyliśmy aktualny wiek – mniej więcej w okolicy myślowej podziałki nr 25.

Ach, młodzi i niektórzy nawet piękni…

Wszyscy swoją kropkę postawili mniej więcej  w tym samym miejscu.

Wszyscy… ale nie Dzióbek.

O nie! Dzióbek wyobraźcie sobie zaznaczył swoje “tu i teraz” w zupełnie  innym miejscu:

Czemu? – padło pytanie. Dzióbek zaczął nam co prawda tłumaczyć, ale sens tej osi stał się dla mnie jasny dopiero kilka lat później.

Jaką mamy pewność, że to Y jest na osi tak daleko od teraz? Skąd w nas ta bezczelność, żeby twierdzić, że jeszcze trzy-czwarte osi jest przed nami?

Pesymizm? Ponuractwo? Marazm i czarnowidztwo? Wcale nie!

Dzióbkowa filozofia jest afirmacją życia. Popatrzcie jak pięknie wpisuje się tu maksyma “żyj tak, jakby jutro miało nie nadejść”.

Jednocześnie Y jest zmienną kroczącą. Co oznacza, że każdego dnia skutecznie przesuwamy sobie to Y, oddalając je od X.

Dzióbek nie postawił swojej kropy na Y. Postawił ją odrobinę, ale jednak, wcześniej. Geniusz tkwi w szczegółach.

Według mnie chodziło o to, że zawsze znajdzie się czas na jeszcze jedno piwo – na przykład. Czy to nie jest optymistyczne?

Jeszcze jedno.

Mistrz mógł zmazać grot strzałki i zakończyć oś… a tego nie zrobił.

Skoro Dzióbek twierdzi, że jest coś po śmierci, to ja w to wierzę…

Pozdrawiam serdecznie Dzióbka i całą resztę fantastycznych ludzi, których miałem zaszczyt  wtedy spotkać.

© mojaameba.com.pl

unsplash-logoZdjęcie w nagłówku: Ryoji Iwata
Please wait...

Moja ameba Autor

2
Dodaj komentarz

avatar
2 Wątek komentarzy
0 Odpowiedzi wątku
2 "Falołersi"
 
Komentarz budzący najwięcej reakcji
Wątek budzący najwięcej reakcji
2 Autorzy komentarzy
AleksanderBeata Najczęściej kometujący
  Subskrypcja  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Beata
Gość

No i to jest w sumie bardzo optymistyczna notka.

Aleksander
Gość

Z zaciekawieniem doczytałem do samego końca. Bardzo fajna pointa! 😉