O mój rozmarynie

Ach, cóż to były za obchody…

Tak dobrze nie bawiłem się już od dawna.

Panie z przedszkola naszego malca, z wyprzedzeniem zaprosiły rodziców dzieci z naszej grupy, na wspólne śpiewanie pieśni patriotycznych i takie tam.

To “takie tam” dośpiewaliśmy sobie sami, ale po kolei.

Wiadomo, setna rocznica. Całe szczęście panie przedszkolanki wykazały się przenikliwością i całość zorganizowały kilka dni wcześniej, bo w poniedziałek, wiadomo – nowa ustawa i wolne.

Gdy tylko przeczytałem ogłoszenie na tablicy, że ósmego listopada zaprasza się wszystkich rodziców na… od razu z innym tatą postanowiliśmy do tematu podejść na poważnie. W końcu setna rocznica to nie w kij dmuchał.

Przygotowałem karteczki z informacją o planach i zbiórce dla pozostałych rodziców. Następnego dnia wszystkie półki w szatni maluchów były wypełnione naszą bibułą.

Duch w narodzie nie umiera, odzew był duży i reakcje bardzo pozytywne.

Ktoś obiecał przygotować jakiś transparent, ktoś inny miał dostarczyć białe i czerwone kwiaty.

Ja ze swojej strony zająłem się przygotowaniem śpiewników dla wszystkich uczestników wydarzenia. Ale to oczywiście nie wszystko…

Nadszedł oczekiwany dzień.

Rozwinięto transparent i ze śpiewem na ustach wyszliśmy przed budynek przedszkola.

Mama jednej z dziewczynek rozdała wszystkim rodzicom rajstopy. Tak, miały być kominiarki ale na straganie nie było. Przynajmniej rajtki były czarne. To oczywiście tylko na wypadek, gdyby naszym marszem zainteresowały się media. Trzeba wyglądać profesjonalnie.

Dzieciaki jasna sprawa, nie dostały swoich “kominiarek”. Nie po to przecież czesaliśmy przedziałki i pletli warkocze, żeby na Instagrama wrzucać zakamuflowane fotki naszych pociech.

Zgodnie z umową, tato Krzysia, przytoczył starą oponę – do spalenia.

No i się zaczęło.

Oczywiście, tam gdzie dwóch Polaków, tam cztery opcje polityczne. Jakiś eko-aktywista zauważył, że zużyta opona nie może być palona bo to na pewno zatruje powietrze – trzeba spalić nową. Inny odparował, że na nowej będzie więcej gumy, więc będzie się dłużej palić, to jakie to eko.

Oponę chwilowo pozostawiono niezapaloną. Wystarczy, jako symbol.

W międzyczasie kolejny tatuś walczył z przyniesioną racą. Może by się udało, bo odnaleziona gdzieś w piwnicy świeca dymna, od kilku dni leżała na kaloryferze, ale ponieważ temperatury dodatnie, to empec kaloryfera nie rozgrzał, no i świecą mogliśmy tylko rytmicznie machać.

Ale świeca była i to się przecież liczy. Tym bardziej, że symbolicznie, przekazywaliśmy sobie tę racę z rąk do rąk. Przecież każdy chciał sprawdzić czy może akurat jemu uda się ją odpalić. Nie udało się, ale zjednoczyliśmy się. To było ważne po konflikcie wokół opony.

Wspominałem o tym, że wyszliśmy ze śpiewem na ustach.

To niezupełnie tak wyglądało. Owszem, rozdałem wszystkim przygotowane wcześniej śpiewniki. Nawet była z nami pani od rytmiki, żeby całość miała wsparcie profesjonalisty. No i to wsparcie podcięło nam skrzydła. W połowie pierwszej zwrotki “O mój rozmarynie”, pani od rytmiki, bardzo fachowo, mocno i donośnie wrzasnęła “STOOOOOP!!!”. Profesjonalistka, nie ma co. “TERAZ PODAM TONACJĘ! Miiiiii!”

W połowie tej samej, pierwszej zwrotki “O mój rozmarynie”, profesjonalistka ponownie wrzasnęła “STOOOP!!! TO MOŻE JA PUSZCZĘ Z TELEFONU”. I na tym nasze śpiewy się zakończyły.

A tak, o transparencie Wam jeszcze nie opowiedziałem. To znaczy mieliśmy transparent, ale nie wiedzieliśmy, co tam jest napisane. Transparent został zamówiony na jednym z orientalnych portali sprzedażowych i producent użył lokalnej czcionki. Dobrze, że przynajmniej dosłał na czas.

A trzeba było po staremu, olejną na prześcieradle. No nic, transparent jaki był taki był, ale był i to się liczy.

Poczekaj, sukcesów było więcej.

W nadziei na spotkanie z funkcjonariuszami władzy, zaczęliśmy przewracać śmietniki i używać słów powszechnie uważanych za obelżywe (umiarkowanie, bo dzieci). Tradycja przecież zobowiązuje. Niestety, ludzie kulturalni, nie dadzą rady długo udawać chołoty. Zrezygnowaliśmy z burd i awantur, tym bardziej, że się okazało, że na policję nie mogliśmy liczyć. Ci funkcjonariusze, którzy akurat nie byli na zwolnieniu lekarskim, odwiedzali swoich chorych kolegów i z troską namawiali, żeby jednak stawili się na służbie – przynajmniej na czas warszawskich obchodów. To nas zupełnie rozbiło. No bo w czym te nasze są gorsze?

Nawet nie poinformowaliśmy władz naszego miasta o organizowanym marszu. Bo jeszcze by się władze zgodziły i byłby klops. A tak jesteśmy dumni z organizacji obchodów pomimo braku zgody z magistratu.

No i tak. Przy wtórze rozkwitających białych róż, dobiegających z głośniczka Samsunga pani od rytmiki, przeszliśmy do końca ulicy. Z łezką w oku i dumą w sercu, zawróciliśmy i sprzątając po drodze rozrzucone śmieci, zakończyliśmy nasze obchody. Zwróciliśmy nierozpakowane rajstopy – może uda się odzyskać pieniądze. Pomogłem tacie Krzysia zapakować oponę do bagażnika i tylko nie wiem, co stało się z niepalną racą. Miałem skrytą nadzieję na jej przejęcie w ferworze akcji. No trudno.

Zabraliśmy młodego na ciastko do pobliskiej cukierni i wróciliśmy do domu.

Kolejna akcja już za sto lat.


Tak, wiem. Nie ze wszystkiego należy żartować.

Mam nadzieję, że nikt nie odbierze tego tekstu jako żart z samego święta, czy okoliczności. A już na pewno nie śmiałbym żartować z wydarzeń sprzed stu lat.

To jednak, co dzieje się wokół obchodów… Nie tylko tegorocznych, ale w zasadzie każdych… to jest dopiero żart i to jeszcze bardziej niesmaczny niż to, co wysmarowałem powyżej.

Z resztą, właśnie dlatego tekst publikuję jeszcze przed planowanymi wydarzeniami, bo zgaduję, że te, znacznie prześcigną moje skromne akapity. I obym się pomylił… tym razem…

Obchody w przedszkolu faktycznie miały miejsce, choć oczywiście cała reszta to wytwór mojej niezdrowej wyobraźni. Z tego miejsca pozdrawiam wszystkie panie z przedszkola naszego malucha i dziękuję za pięknie przygotowane święto. Przepraszam jednocześnie za bezczelne wykorzystanie motywu i miejsca.

© mojaameba.com.pl

unsplash-logoZdjęcie w nagłówku: Kayla Velasquez
Please wait...

Moja ameba Autor

Dodaj komentarz

avatar
  Subskrypcja  
Powiadom o