Nie-perfekcyjny pan domu

Jest kilka szkól prasowania męskich koszul. Podstawowy podział dotyczy sposobu zaprasowywania rękawów. Jedna grupa preferuje prasowanie rękawów “w kant”, druga twierdzi natomiast, że to obciach i z pietyzmem rozprasowuje rękawy “na okrągło”. Rzecz gustu i nie ma to większego znaczenia dla eleganckiego mężczyzny, który i tak rękawy będzie miał ukryte pod marynarką – co innego mankiety – te oczywiście z rękawów marynarki powinny wystawać, więc warto zastanowić się nad sposobem ich wykończenia.

Prasowanie męskiej koszuli najlepiej zacząć od kołnierzyka. To najbardziej charakterystyczna i widoczna zarazem część koszuli. Po obustronnym wyprasowaniu kołnierza, przechodzimy do rękawów oraz mankietów. Następnie prasujemy plecy – bez karczku. Teraz możemy uważnie przejść do prasowania przodu – to kolejna widoczna część koszuli, ważne zatem aby prezentowała się należycie. Szczególną uwagę należny tutaj zwrócić na powierzchnie pomiędzy guzikami. teraz możemy przejść do prasowania karczku. Polecam metodę nieoczywistą – mianowicie, proponuję złożyć koszulę wzdłuż szwu łączącego plecy z karczkiem. W ten sposób łatwiej rozłożyć karczek płasko a przy odrobinie uwagi nie zagnieciemy wcześniej wyprasowanych pleców.

Na koniec poprawiamy prasowanie kołnierzyka – jeśli takiej operacji wymaga. Teraz starannie odwieszamy koszulę na wieszak.

Dziękuję za uwagę

A co to ma znaczyć, zapytasz? Jak to, co. To jest poradnik, jak wyprasować męską koszulę. A czemu to tutaj się pojawiło? Hmm. Po pierwsze, to powyżej, wcale nie jest oczywiste – choć oczywiście nie odkrywam Ameryki i być może znasz lepszy sposób na pozbawienie koszuli zagnieceń. Po drugie, temat jest fantastyczny – apolityczny, choć poprawny politycznie, aseksistowski, profeministyczny, promujący aktywność fizyczną i działalność rękodzielniczą, całkowicie wegański i bezglutenowy, fit, jezzy i trendy. No to co Ci się nie podoba? Czy to, że nie rzucam mięsem albo nie najeżdżam na stronę prawą, lewą lub najlepiej pomiędzy, lub też nie protestuję przeciwko albo w jakiejś sprawie, powoduje, że uważasz czas poświęcony na czytanie tego tekstu za zmarnowany?

Czy ktoś może mi wyjaśnić, z jakiego powodu tak bardzo lubimy sensację. Czy nasze życie naprawdę jest takie nudne, że potrzebujemy z zewnątrz dostarczać do organizmu podniet, krwi, mięsa, nagości i jadu? A może wręcz przeciwnie – jesteśmy tak mocno naładowani emocjami, że chcemy tylko potwierdzenia, że inni też są tak samo nabuzowani.

Przyznam się do czegoś – nienawidzę prasowania. Na samą myśl o tym bolą mnie plecy nogi i dostaję wysypki. Jednak nic tak mnie nie uspokaja jak dwie godziny przestane przy desce do prasowania. Jestem wtedy tak skupiony na tej znienawidzonej czynności, że wszelkie inne troski znikają jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Razem z kolejnym t-shirtem składam w kostkę kolejny męczący mnie temat. Razem z nogawką spodni, rozprasowuję skomplikowany problem z pracy. A ubranka Młodego to świetny pretekst do poznęcania się żelazkiem nad wiszącymi nad głową rachunkami do zapłacenia – ich wielkość (tych ubranek) jest akurat taka, że niszczę w myślach kolejne potwierdzenia przelewu.

Powiesz: psychopata – znęca się i wyżywa, a jeszcze się tym chwali, bandyta jeden. Może i bandyta. Ale dzięki temu, że jednak od czasu do czasu, biorę się za żelazko, włączam muzykę i zaszywam się z deską w sypialni (hmmm no dobra, uznajmy, że to zdanie napisałem, żeby jednak było w tym tekście coś dla szukających sensacji), to jestem w stanie ze spokojem przyjmować kolejne doniesienia medialne. Między innymi właśnie dzięki temu, mogę w spokoju iść krakowskimi uliczkami do pracy, bez obawy, że wybuchnę i zrobię komuś krzywdę. Właśnie dzięki temu również, mogę nie zaspokajać oczekiwań złaknionych jadu i mięcha czytelników internetowych postów, tweetów czy innych -ów.

Jeżeli zatem uważasz, że czas, który poświęciłeś na przeczytanie tego posta to był czas stracony – to prawdopodobnie masz rację. Nie oddam Ci go. Choć z drugiej strony, może właśnie w tym czasie uratowałem Cię od kolejnej dawki złych informacji i żółci, tony cudzych cierpień, wiaderka problemów – które i tak wrócą ale przez te dziesięć minut mogłeś się skupić na tym, że ten tekst jest tylko o prasowaniu męskiej koszuli.

Nie dziękuj

A na deser, tak, żeby jeszcze bardziej poprawić Ci humor:

 

© mojaameba.com

Please wait...

Dodaj komentarz

avatar
  Subskrypcja  
Powiadom o