Tylko dla dorosłych

Poważnie, ten tekst jest wyłącznie dla widzów dorosłych.

Dobrze Ci radzę dzieciaku, jeśli nie masz co najmniej dwudziestu pięciu – choć lepiej pięćdziesięciu lat, to zmiataj stąd.

No, to skoro zostałem tu sam, to teraz się zacznie.

Nie to, że mam pięćdziesiątkę – po prostu rzadko słucham swoich dobrych rad. A szkoda.

Oni mają rację…

Pod koniec szkoły średniej – dokładnie wtedy, kiedy większość niezdecydowanych zaczyna się irytować, kiedy po raz fynfnasty słyszy pytanie “A co zamierzasz robić po maturze” – odbyłem istotną rozmowę.

Teraz uważam, że jedną z gorszych w swoim życiu.

Człowiek, który ze mną rozmawiał był dla mnie autorytetem – ba, nadal nim jest. Był jednak albo nieprzygotowany, albo nie przemyślał dobrze tego, co mówi.

Całość można w zasadzie sprowadzić do krótkiego stwierdzenia, że jeśli do tej pory nie odkryłem u siebie wybitnych zdolności w jakimkolwiek kierunku to już jest pozamiatane i jestem skazany na przeciętność do kresu swych dni.

No i oczywiście to jest prawda… ale do jasnej chlorelli, ja tej wiedzy wcale nie potrzebowałem.

Co niby miała mi dać świadomość swojej przeciętności? Czy to miało mi w jakikolwiek sposób pomóc? Czy cokolwiek ułatwiło?

No dobra, ułatwiło parę spraw.

Przestałem się napinać a ambicja (choć wcześniej też nie wybujała), przestała być moim śmiertelnym wrogiem nr jeden.

Teraz jednak sądzę, że akurat w wieku osiemnaście – dwadzieścia kilka, napinanie się jest jak najbardziej na miejscu, a ambicja (o ile w rozsądnych ilościach) potrzebna.

Fakt, że nie okazałem się Mozartem albo tym drugim, jak mu tam… i nie udało mi się w wieku ośmiu lat opracować leku na raka albo skomponować trzech symfonii (mam niejasne przeczucie, że zastanawiałem się wtedy, którego auta z kolekcji gum Turbo mi brakuje).

Ale czy to w jakikolwiek sposób powinno mnie obecnie zniechęcać do szukania rozwiązania Paradoksu Kłamcy albo ustalenia raz na jutro, co było pierwsze: jajko, czy Wielki Wybuch?

Ale nie zawsze…

Ukonstytuowany dorosły człowiek , jakim niewątpliwie jest każdy licealista a już na pewno student, jest również świadomym i w pełni ukształtowanym wewnętrznie przedstawicielem społeczeństwa.

Tylko czemu, pytam się ja Was, większość z nich miota się niepewnie i szuka potwierdzenia każdej swojej aktywności czy decyzji.

Nie, to nie jest czas, w którym należy im podcinać skrzydła.

To się nieuchronnie stanie, nie przykładajmy do tego ręki.

W myśl zasady, że jeśli coś jest niewykonalne, to trzeba kazać to zrobić komuś, kto nie wie, że się nie da…

Być może jeśli młody (oczywiście, że dorosły) człowiek, nie dowie się za szybko, że niczego nie osiągnie (bo przecież jeszcze niczym szczególnym się nie wykazał), to kto wie… może się nie zrazi i spróbuje? Tak tylko gdybam.

Kolejny fakt – nie jestem wybitny w żadnej dziedzinie. Oczywiście, nie wynika to z tego, że ktoś mi powiedział, że nie będę wybitny. Po prostu mój geniusz zostanie dostrzeżony po śmierci…

Ale póki co, mogę na pewno powiedzieć, że wielu rzeczy próbowałem. Z różnymi efektami (nigdy spektakularnymi), ale przynajmniej to, czego dotknąłem jakoś mnie rozwinęło i wpłynęło na to kim jestem.

Co z tego, że nie jestem w żadnej z tych dziedzin mistrzem? Jestem jak do tej pory najwybitniejszą wersją siebie – w tym nikt mnie nie pobije.

Mogę ewentualnie sam siebie w tej dyscyplinie prześcignąć – jeśli tylko będę miał taki kaprys.

Niemniej, każda z moich inicjatyw czegoś mnie nauczyła.

Być może dałoby się z tego wycisnąć więcej, wyciągnąć trafniejsze wnioski lub udoskonalić się bardziej. Ale ja osiągnąłem tyle ile mi się udało.

Żeglarstwo na przykład, nauczyło mnie korzystania z krótkich podmuchów i pływania na szkwałach bez niecierpliwej szamotaniny w bezwietrznych warunkach.

Jeśli coś możesz zrobić to zrób a przestań walczyć z rzeczami, których nie zmienisz (chyba, że nie wiesz, że się nie da – wtedy próbuj).

Znam kilka osób, które nigdy nie przestały szukać i próbować i wiem jedno – to są fantastyczni ludzie. Nawet jeśli nie są mistrzami w żadnej dziedzinie to są po prostu dobrzy.

Może właśnie dlatego, że nic im nie przychodzi z łatwością i każda nowa rzecz to dla nich wyzwanie. Może…

I nie we wszystkim…

Nie mam, ale Ty też nie masz, prawa mówić komukolwiek, że mu się nie uda tylko dlatego, że Tobie się nie udało albo, że ta chora suka – statystyka tak twierdzi.

To nie jest tekst motywacyjny czy inne parakołczingowe ględzenie.

Owszem, to jest ględzenie ale ja do niczego Cię nie motywuję.

Proszę natomiast o zachowanie umiaru w naukach dla młodszego pokolenia.

Wszyscy lubimy pouczać (jakoś tak podświadomie, czujemy się wtedy mądrzejsi – ja na pewno), ale spróbujmy pomóc a nie wkładać kij w szprychy.

Amen

Jeśli pozostałeś tutaj licząc na goliznę, to pacnij się w czoło. Dziękuję za uwagę

© mojaameba.com

0 0 votes
Article Rating
Please wait...

jeremiasz82 Autor

Subskrypcja
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments