Maść na szczury

Źle się dzieje.

Wiem, że nie ma w tym nic odkrywczego ale dzieje się na tyle niedobrze, że nawet ja to dostrzegam.

Nie chodzi tutaj wyłącznie o (jakże mi bliski) skrajny cynizm – pesymistą przecież nie jestem.

Jak można patrzeć i nie widzieć, że jest naprawdę źle, skoro większość ludzi w tym kraju woli spinać pośladki niż napinać mózg – i nie mam na myśli rosnącej popularności aktywnych form wypoczynku, którą wszystkimi kończynami popieram.

Wiem, wiem – mózg nie jest mięśniem.

Ale czy tylko dlatego, że pośladki łatwiej napiąć, znakomita część naszego fantastycznego narodu cierpi na żylaki odbytu i zanik… ech no sami wiecie… narząd nieużywany zanika…

Czemu ludzie skądinąd inteligentni, czasem nawet wykształceni, wolą pluć jadem i wytykać potknięcia (czasem tylko wyimaginowane) albo szczekać na inaczej (ale jednak) myślących, niż spróbować się dogadać i znaleźć nić, niteczkę choćby, porozumienia?

Jasne, że są płaszczyzny, na których porozumienia nie ma, nie było i być nie może ale czy to ma uniemożliwiać współpracę w innych obszarach?

Czemu tak trudno naszą tradycyjną energię potencjalną wkurwu narodowego zmienić w energię kinetyczną niesienia pomocy – na przykład?

Dlaczego tak trudno zamiast wystawiania kłów, pokazać serce i podzielić się uśmiechem (grymas z resztą bardzo podobny)?

Wiem, że generalizuję. Jest wśród nas bardzo silna grupa osób, które potrafią, chcą i niosą pomoc i światełko dobroci i optymizmu.

Wielki szacunek dla nich i dla organizacji, w których działają i które tworzą.

Tym bardziej jednak pytam się, czemu inicjatywy niosące wymierne korzyści dla społeczeństwa są wyśmiewane, opluwane a ich osiągnięcia dewaluowane?

Ja rozumiem kompleksy, rozumiem zaburzenia wydzielania dokrewnego i huśtawki nastroju.

No ale błagam.

Pomyśl, chwilkę tylko. Jeśli ktoś robi coś dobrego, to przynajmniej nie przeszkadzaj – jeśli nie możesz pomóc, bo od napinania się nie jesteś w stanie ruszyć dupy z miejsca.

Nie mam zamiaru nikogo oszukiwać. Ja nie jestem aktywistą ani społecznikiem. Jestem w tej grupie, która stara się nie przeszkadzać. Nie jestem z tego powodu jakoś szczególnie dumny.

Choć w sumie, jeśli popatrzeć na to z innej strony…

Jestem wykształcony i pyskaty, nawet czasem obydwa neurony wykrzeszą jakąś iskrę (pomimo galopującego obkurczania istoty szarej), a pomimo tak poważnych predyspozycji do opluwania, oskarżania, oczerniania i wieszania psów i innych rzeczy na bliźnich, nie robię tego.

Chwała mi!

Jeśli zatem dolna część pleców już zaczyna Cię boleć a maści nic na to nie pomagają, to zapraszam do wspólnego działania na rzecz nie przeszkadzania ludziom, którzy czynią dobro.

Dajmy odpocząć naszym hemoroidom a dobrym ludziom w spokoju czynić to co robią najlepiej. Niech mają chwilę świętego spokoju od naszego ujadania, dogryzania, dopiekania i szukania wszędzie dwóch metrów mułu i kolejnego dna.

Aktywność tej naszej inicjatywy jest co prawda wysoce wymagająca kondycyjnie ale może damy radę? Chodzi mianowicie o zaniechanie.

Czy stać nas choćby na tyle by po prostu odpuścić?

Z drugiej strony o tym samym…

Szanowni, ja wiem, że polityka jest wszędzie – a jeśli gdzieś jej nie ma, to zaraz się tam wciśnie. Wiem również, że największym jej znawcą jest Polak – każdy z osobna.

Zdaję sobie sprawę, że moja racja jest najmojsza.

Proszę jednak mi powiedzieć, dlaczego nie może to być polityka prokulturalna, prorodzinna, prozdrowotna, pro…jakakolwiek.

Dlaczego, skoro jest ona wszędzie, to koniecznie musi to być polityka anty…?

W samej polityce nie ma nic złego – gra dobra jak każda inna.

Ważne czemu i komu ona służy.

Przypominam jednocześnie, tak zupełnie na marginesie, że coś takiego jak apolityczność organizacji jest utopią.

Nawet jeśli zakres jej działania jest pozornie niezwiązany z „wielką polityką”, to jest ona umocowana w jakichś realiach politycznych.

Nie zarzucajmy zatem organizacjom “probono”, że działają w jakiejś sytuacji politycznej. Muszą w niej działać, żeby działać w ogóle.

Nie wymienię tutaj żadnej z organizacji, o których myślę. Każdy sobie może znaleźć coś dla siebie – paleta jest bardzo bogata.

Nie będę ich wymieniał z prostej przyczyny: jeśli mnie nie lubisz, to wymieniając którąś z nich, zadziałam na jej szkodę, a jeśli zgadzasz się ze mną, to wskazywanie którejś palcem nie jest potrzebne.

No dobra, ulało się dziecięciu, ale tym razem nie przeproszę, bo nie we własnej sprawie mi się ulało.

Proszę jednak o chwilę refleksji i ewentualne powstrzymanie kolejnego aktu agresji względem osób, które zamiast narzekania i knucia, coś robią. Niejednokrotnie coś dobrego.

Uwaga – nie czerpię dochodów ani żadnych innych korzyści z faktu wykorzystania przez kogokolwiek tych materiałów. Nie to, żebym nie chciał – po prostu nikt mi za to nie płaci, więc spokojnie można tę “odezwę” uznać jako działalność charytatywną (siłą rzeczy). Taki mój wkład w uczłowieczenie polskiego internetu. Jeśli zatem powyższy apel jest Ci w jakiś sposób bliski, to nie krępuj się i pchnij go w świat, niech żegluje po morzach i oceanach.

PS

Czemu maść na szczury? Oczywiście, jest to nawiązanie do dowcipu starszego niż węgiel, o środku deratyzacyjnym, którego instrukcja obsługi nakazywała schwytanie szczura i rozsmarowanie mu pod ogonem dawki specyfiku. Po określonym czasie szczur miał dokonać żywota.

Spytasz, po co smarować szczura skoro już udało się nam go schwytać?

A no właśnie.

Podobną skuteczność i sens samego działania dostrzegam w popularnym obecnie specyfiku internetowym.

Mam tu na myśli Maść na ból… hmmm no właśnie pod ogonem.

Niech tak będzie.

© mojaameba.com

0 0 votes
Article Rating
Please wait...

jeremiasz82 Autor

Subskrypcja
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments