Jak się pisze radość?

Radości się nie pisze – nawet się jej nie opisuje – patrz „nieopisana radość”. Słowa chyba nie są w stanie oddać czegoś tak ulotnego.

Ja, jak ten znany miś – na pewno mam za mało rozumku i nie dość wyobraźni aby radość przelać na papier – ale jednocześnie nie przypominam sobie żadnego trafnego jej opisu, dokonanego przez któregokolwiek ze znanych mi autorów.

Sądzę, że język nie ma wystarczająco bogatego słownika by trafnie przekazać to zjawisko. Próby tego typu, zwykle odnoszą się do fizjologii, barwnie opisując nagły wytrysk dopaminy, endorfin i całego wiadra innych hormonów ściśle powiązanych z odczuwaniem radości. Niekoniecznie przytacza się nazwy tych hormonów czy wzory chemicznych związków ale wspominanie o zawrotach głowy, motylach w brzuchu czy nieznośnej lekkości bytu, jednoznacznie wskazuje na coś, co w swoim sednie przypomina odlot narkotyczny (kolega mówił).

Innym sposobem na ugryzienie problemu jest malowanie słowem obrazów. Opisywanie barwnych plam, powidoków czy innych halucynacji, które również sugerują nadużywanie przez autora bliżej nieokreślonych stymulantów.

Najsensowniejszym rozwiązaniem wydaje się możliwie soczyste opisanie przyczyn owej radości, tak aby czytelnik mógł sam w sobie wywołać podobne emocje. Taka metoda będzie skuteczna wyłącznie jeśli poruszamy się w tym samym kręgu doświadczeń, wzorców i poglądów. Jak – na przykład – wywołać uczucie radości, związane z pierwszym wypowiedzianym przez malucha słowem u kogoś, kto nie lubi dzieci? Albo spróbuj, jeden z drugim, wywołać radość ze spożywania doskonale wysmażonego kotleta wieprzowego u ortodoksyjnego Żyda. Ta metoda może być skuteczna ale jej skuteczność jest uzależniona od celności adresowania treści – targetowania tfu.

Czy zatem nie ma sposobu aby tak uniwersalne uczucie jak radość w równie uniwersalny sposób przekazać słowami?

Ciekawe, że nie ma najmniejszego problemu w przekazaniu radości obrazem. Widzisz szczęśliwego człowieka i wiesz, że jest szczęśliwy. Widzisz radość na buzi dziecka i wiesz dokładnie co widzisz. Wracasz po pracy do domu, w którym czeka na Ciebie wierne psisko i wiesz, że to szaleństwo w drzwiach to nie tylko ogromna potrzeba opróżnienia pęcherza ale również, a może przede wszystkim, radość właśnie. Taka radość, widziana i doświadczana, udziela się. Nie zawsze wywołuje tożsame uczucie – czasem może irytować lub wręcz budzić wrogość ale chyba nigdy nie jest obojętna.

Kilka lat temu, grupa studentów prowadziła badania. Przy jednym z większych przejść dla pieszych w centrum Krakowa, w godzinach porannego szczytu, młody człowiek z wielkim uśmiechem na twarzy (jak teraz o tym myślę, to sądzę, że mógł mieć gdzieś w drzewie genealogicznym rekina – coś jak Mick Jagger), mówił przechodniom „Dzień dobry, uśmiechnij się proszę”. Jego koledzy rejestrowali zachowania przechodniów i robili notatki.

Nie znam ani tematu tych badań ani ich wyników. Wiem natomiast – będąc jednym z tych przechodniów, że to proste zdanie poprawiło mi humor. Tym bardziej, że zaskoczyła mnie samego moja własna reakcja – uśmiechnąłem się. Pędząc do pracy, tuż po ekstremalnych przeżyciach w krakowskim tramwaju, spóźniony z definicji… uśmiechnąłem się, a uśmiech nie chciał mi zejść z gęby jeszcze długą chwilę. Nie stało się właściwie nic, co mogłoby wpłynąć na moje samopoczucie. Nie polubiłem tego chłopaka (pewnie z powodu tego diabolicznego grymasu), nie poprawiła się pogoda ani nawet nie dostałem podwyżki. Czemu zatem gęba mi się cieszyła? Może dlatego, że otrzymała ku temu pretekst?

Chciałbym napisać coś, co poprawiłoby Ci humor, sprawiło radość. Nawet jeśli wcale nie masz do niej powodu. Chciałbym dać Ci pretekst do uśmiechu. Ambitny cel…
Jak zaznaczyłem na początku, nie znam słów, które wywołują radość albo tym bardziej szczęście. Nie widzisz mnie, więc nie pokażę Ci jak się cieszę, żeby i Tobie mogło się udzielić. Ale może spróbuję zacząć od rzeczy małych…

Dzień dobry, uśmiechnij się, proszę…

© mojaameba.com

0 0 votes
Article Rating
Please wait...

jeremiasz82 Autor

Subskrypcja
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments