Bestseller

Uwaga, piszemy powieść!

Pierwszą część serii – rzecz jasna – inaczej nie ma sensu zaczynać.

Nie będzie to jedna z tych rozwlekłych, zagmatwanych opowieści, w których przez pięćset stron czytelnik nie wie o co chodzi i kto właściwie zginął – bo o poznaniu zabójcy przestał marzyć już na stronie dwusetnej.

Nie, zajmiemy się powieścią, być może najkrótszą z tych, które czytałeś, a na pewno najkrótszą z tych, które ja napisałem (chyba nie masz wątpliwości, ile ich do tej pory powstało).

Do dzieła – potrzebujemy głównego bohatera. Niechaj będzie on kobietą!

Słowo ma tutaj moc sprawczą.

Wbrew pozorom płeć bohatera ma niewielkie znaczenie, o czym za chwilę się przekonamy. Skoro to postać żeńska, to nie może być kryształowa, żeby w ogóle była jakaś.

Jeśli nie jest bohaterem czy raczej bohaterką negatywną to przynajmniej musi mieć całą górę problemów: uzależnienia, rozchwiane życie uczuciowe, skomplikowana sytuacja zawodowa – choć najlepiej wszystko na raz.

Ciekawe, że większość tego typu postaci cechuje również ponadprzeciętna inteligencja i siła przebicia. Tak jakby inteligentne i otrzaskane babki nie mogły mieć zdrowych relacji, szczęśliwej rodziny czy braku pociągu do alkoholu i fajek…

No trudno – skoro zachciało się nam pisać bestseller, to bohaterka musi być bystra i cóż… popaprana.

Seller nasz kierujemy na rodzimy rynek, a co za tym idzie, bohaterka musi zostać zrównoważona postacią męską i tu już mamy większą swobodę.

W takim układzie mężczyzna może być jaki chce – typ niedostępnego, nieco ponurego ale ponieważ bardzo tajemniczego, to i pociągającego macho – taki Brudny Harry.

A może wręcz przeciwnie, ciepła klucha, z jakichś tajemniczych powodów zafascynowana silną osobowością naszej bohaterki, w której budzi mimo niechęci również wynaturzony ale jednak macierzyński instynkt. A może zupełnie nijaki nerd – fachowiec od łamania zabezpieczeń i omijania legalnych ścieżek pozyskiwania informacji, który (oświetlony słabym blaskiem ledowego monitora) zdobywa nowe punkty zwrotne dla fabuły i naszej bohaterki. Za drobną opłatą – być może liczy na zapłatę w naturze – na co oczywiście również i czytelnicy będą czekać już piąty tom naszego tasiemca, kibicując niedopowiedzeniom między nimi występującym.

Każda z tych postaci służy tylko jednemu – chodzi o zakotwiczenie możliwości powrotu do normalności dla głównej bohaterki.

Delikatna sugestia możliwości ustatkowania i wygrzebania się z problemów osobistych w znakomity sposób podnosi realizm głównej postaci i daje czytelnikowi szansę na dopingowanie swojej zawodniczce w kolejnych dyscyplinach.

Emocje rosną.

No właśnie – emocje.

Mamy bohaterkę i zaplecze w postaci męskiej. Potrzebujemy jeszcze co najmniej jednego elementu, z którym nasza bohaterka mogłaby się mierzyć – czarnego charakteru.

Nie dajmy się sztampie, niech nasz wróg publiczny numer siedem nie będzie kimś konkretnym.

Dajmy na to, nasza (hmmm zaszliśmy tak daleko, że możemy nawet nadać jej imię) Krystyna rozwiązując zagadkę (historyczną, entomologiczną, matematyczną…) zmaga się jednocześnie z niechęcią ludności zamieszkującej okolice badanego zjawiska.

Czyli już wiemy, że Krystyna jest archeolożką, biolożką, zoolożką, filolożką, czy inną „–ożką” (nie lubię żeńskich końcówek nazw zawodów i mam nadzieję, że tym oto sposobem również Wam spaskudziłem ten sposób nazywania zawodów uprawianych przez kobiety).

Tak czy inaczej, w swoich badaniach naukowych trafia na frapujący wątek wymagający badań w terenie – powiedzmy, że mowa tutaj o okolicach Białegostoku.

Nie znamy okolic Białegostoku? Tym lepiej!

Będzie można popuścić wodze fantazji, dzięki czemu wsie, za chwilę przez nas opisywane, będą bardziej uniwersalne i łatwiejsze w trawieniu – bo nie naszpikowane szczegółami, dzięki którym autor próbuje udowodnić jak głęboko przygotował się do napisania niniejszego dzieła.

Te tereny są wdzięczne również z innych powodów – historia tych ziem daje pole do popisu w odwołaniach historycznych – najłatwiej do partyzantki i “kolorytu” polsko-białoruskiego tych pięknych rejonów.

Przy okazji jest stosunkowo blisko obecnej stolicy (nie mogłem sobie darować tej “obecnej”), co daje kolejną górę możliwości narratorskich. A właśnie, zapomniałbym – opisy przyrody…

Oj tak… Jeśli nie wiesz czym wypełnić rozdział, to opisz widok za oknem – nawet jeśli jedynie wyimaginowany to imaginujmy razem z czytelnikiem.

Czytelnik z okolic Białegostoku? I bardzo dobrze – sam się zdziwi jak słabo zna rodzime krajobrazy.

W każdym razie, wszystko czego potrzebujemy mamy w przeglądarce – zarówno informacje historyczne jak i zdjęcia interesujących areałów.

Fajnie, tylko dlaczego “lokalesi” mają być nieprzychylni naszej Krysi?

A bo to mało powodów?

Bo chłopów zbałamuci miastowa taka, domyta. A może znowu szkołę będzie trzeba remontować w popegeerowskiej wiosce – a komu się chce i za czyje. A może Krysine wykopki za blisko starej dziadulowej ziemianki, w której w czterdziestym piątym trzech żołdaków pochowalim po tym jak nam Hankę od Bajdurów pohańbili.

Powodów może być wiele, a im więcej tym ciekawsze będzie wyplątywanie bohaterki z konieczności ułożenia się przy wspomnianych wyżej czerwonoarmistach.

Jest nieźle!

Mamy bohaterów: pozytywnego, negatywnego, mamy „równoważnię męską” dla bohaterki, mamy miejsce, tło nazwijmy to środowiskowe, nawet wstępnie zawiązaliśmy wątek fabularny.

Czego brakuje? Nie, rozwinięcia nie będzie.

Nie ma na to czasu ani nawet potrzeby. Rozwijać to będziemy się przez kolejne części – tak długo aż zorientujemy się ile właściwie tomów ta seria ma mieć. Wtedy wątek główny zmienimy albo urwiemy i polecimy z nową serią o byłym kochanku Krystyny – Jerzym, nauczycielu spod Łomży, który stracił pracę w wyniku jednej z reform edukacji a obecnie prowadzi sklep z zieleniną, przemycając jednocześnie w bananach kokainę z Kolumbii.

Stop.

Wystarczy. Mamy naszą powieść. Nie wniosła sobą nic nowego, nie zaskoczyła świeżością pomysłu ani lekkością stylu.

Ma jednak jedną przewagę nad innymi powieściami, utkanymi na tych samych krosnach.

Ta nasza powieść jest krótka i darmowa, a rozczarowanie z nią związane nie wiąże się z utratą kilku godzin zmitrężonych nad jedną z bestsellerowych powieści ostatnich lat, które niestety też nie wnoszą wiele więcej.

Nie sądzę, żeby jakikolwiek autor mógł się poczuć dotknięty powyższymi wypocinami (przede wszystkim dlatego, że są nikłe szanse, żeby to w ogóle przeczytał).

Jeśli jednak ktoś odnalazł nić łączącą moją Krystynę z jego własną twórczością, no to trudno – trzeba będzie zmienić Krysi imię.

To wszystko oczywiście tylko żart (w dodatku dość suchy) – ręce jednak opadają, kiedy czyta się kolejną książkę dokładnie o tym samym, a jedyną odczuwalną różnicą jest nazwisko autora…

Chciałbym na koniec jeszcze sprostować – ja, niżej podpisany, oświadczam: województwo podlaskie w niczym mi nie zawiniło i nic do niego nie mam – ani tym bardziej do mieszkańców tej uroczej, bogatej kulturowo i historycznie krainy.

Jeśli ktokolwiek z Was poczuł się dotknięty – z tego miejsca serdecznie przepraszam.

A poniżej – na deser – przykład samokrytyki panów, którzy mają spore doświadczenie w pisaniu bestsellerów, a jeszcze więcej dystansu do swojej twórczości…

© mojaameba.com

0 0 votes
Article Rating
Please wait...

jeremiasz82 Autor

Subskrypcja
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments