Zapach kobiety

No, proszę Państwa! Zrobiło się niebezpiecznie. Tytuł, co prawda, napisał się sam ale teraz troszkę mi nieswojo.

Można oczywiście spróbować napisać kolejną powieść biograficzną w stylu “50 twarzy M. Reja”, czy inne soft porno wpisujące się w stylistykę serii Harley Quin. Może i można, ale nie mam wystarczająco wybujałej fantazji a i talentu nie wystarczy do rozpalenia diody, nie mówiąc o rumieńcu podniecenia na twarzyczkach pensjonarek.

Nie będzie to również praca naukowa. Nie obwąchałem sześciu tysięcy niewiast w wieku pomiędzy szesnaście a siedemdziesiąt pięć, w grupach przekrojowych co pięć lat. A ponieważ tego nie uczyniłem to nic o życiu nie wiem.

Wiem natomiast, że zapach jest tym ze zmysłów, który najsilniej zapada w pamięć. Wbrew pozorom, szybciej i na dłużej zapamiętujemy czyjś zapach niż nazwisko – nawet sobie tego nie uświadamiając.

To nie zawsze jest przyjemne wspomnienie – przecież zapach może wskazywać na problemy zdrowotne, lub stan ducha, który czasami nie jest landrynkowy.

Zapach może nas ostrzegać, informować o niebezpieczeństwie lub sprawiać przyjemność albo wpływać na nasz stosunek do wąchanego obiektu – tu przykładem może być zapach niemowlaka – i nie mam tu na myśli jego pieluchy.

Wszyscy słyszeli o wpływie i niektórych zadaniach związków zwanych feromonami. One również działają za pośrednictwem zmysłu zapachu.

Teraz napiszę coś kłopotliwego. Może się to nie spodobać ale tak jest. Wszystkie kobiety ważne w moim życiu kojarzą mi się z domem.

Nie chodzi wcale o to, że ich miejsce widzę w domu. Chodzi o to, że miejsca, które mogę nazwać domem, są nierozerwalnie związane z tymi kobietami.

Tak się składa (a z tego, co zdążyłem się rozeznać w temacie, nie jestem w tym względzie wyjątkiem) – urodziła mnie kobieta. Siłą rzeczy, zapach pierwszej i najważniejszej kobiety w moim życiu, był zapachem bezpieczeństwa, domu i co tu dużo mówić – jedzenia.

Dla dziecka, domem jest miejsce, w którym jest z nim jego Mama – czyli synonim bezpieczeństwa. W tym samym domu obecność swoją zaznaczyła inna ważna kobieta (warto dodać, że tę obecność zaznaczała wcześniej niż ja się tam pojawiłem – a za powyższe zdanie już niedługo będzie można przeczytać w prasie o awanturze rodzinnej z użyciem maczety – w końcu rzecz dzieje się w Krakowie ) – moja Siostra.

Kolejny dom, to już miejsce (albo raczej przestrzeń) wybrane przeze mnie, albo właściwie przez nas – i tu pojawia się kolejna ważna kobieta – moja Żona. To na niej opiera się konstrukt, zwany naszym domem. Dzięki niej (przy moim drobnym udziale) ten mały wycinek rzeczywistości jest domem dla nas i dla naszego malucha – nie wiem czy o poważnym młodym (czteroletnim) człowieku, można mówić “maluch” ale zaryzykuję.

Jest jeszcze jeden dom, który wiąże się z moją żoną – dom jej rodziców i jeszcze jedna ważna kobieta, sprytnie przez niektórych nazywana moją Teściową, znana również jako Babcia Jola czy po prostu Babcia.

Co zatem w kwestii zapachu?

Tak, wszystkie ważne dla mnie kobiety pachną dla mnie domem, ale jest w tym coś jeszcze. To, że kobieta pachnie domem oznacza również, że czuje się na tyle bezpiecznie, że nie musi kamuflować tego zapachu. Może pozostać w przysłowiowych dresach zamiast przebierać się w suknie wieczorowe czy inne garsonki, bo czuje się właśnie komfortowo. Dlatego nie jest to tylko zapach Koko, Wersalcze, Kalwina, czy innego Piera, które jednak coś ukrywają lub wręcz oszukują.

Czasem jest to zapach świeżo upieczonego ciasta, czasem zmęczenia po powrocie z pracy, czasem ogrodu, łąki i ziemi ale zawsze domu.

Nie ma tu ani krzty szowinizmu, raczej podziw i szacunek dla tych kobiet, które w magiczny sposób łączą pracę – czy to zawodową czy utrzymanie domu – a często jedno i drugie, obowiązki matek, żon – które potrafią i chcą unieść i podtrzymać na swych ramionach problemy całego świata, znają sposób na łagodzenie bólu samym tylko ciepłym spojrzeniem i stanowią jakiś punkt zaczepienia w tym dziwnym i rozchwianym świecie.

Ich mądrość i pogoda ducha pomagają nabrać właściwego dystansu. Każda inna a jednak w jakiś sposób do siebie podobne. Coś je łączy… Być może właśnie zapach mojego domu – a raczej… domów.

Ha, Szanowny Czytelniku – tytuł chwytliwy i kuszący swymi konotacjami, mogło być sensualnie a tu proszę, jest sensorycznie. Czujesz się pewnie oszukany i trudno, niech tak będzie. Wyszła laurka i dobrze mi z tym…

Za rzadko mówimy “dziękuję” albo nie mówimy wcale. To niech chociaż to będzie moje dziękuję.

© mojaameba.com

0 0 votes
Article Rating
Please wait...

jeremiasz82 Autor

Subskrypcja
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments