Chiralność

Chiralność (gr. χειρ / cheir – ręka) – cecha cząsteczek chemicznych przejawiająca się w tym, że cząsteczka wyjściowa i jej odbicie lustrzane nie są identyczne i, podobnie jak wszystkie inne obiekty chiralne, nie można ich nałożyć na siebie na drodze translacji i obrotu w przestrzeni.

Czy wiesz, że wszyscy dookoła Ciebie (nawet ci, którzy widzą Cię po raz pierwszy) wiedzą dokładniej niż Ty sam, jak wygląda Twoja twarz?

Mam pieprzyk pod lewym okiem. Bardzo charakterystyczny.

W szkole średniej nawet miałem przezwisko z tego powodu – Enrike (tak, wiem, cóż…) – za modnym kiedyś wokalistą, synem innego modnego wokalisty o imieniu Julio.

W każdym razie wiem, że mam ten pieprzyk i gdzie go mam. Skąd wiem, zapytacie? Przecież nigdy osobiście go nie widziałem. Nie mogę przecież pozostając w sobie obejrzeć się dookoła i ocenić położenie znamion, pieprzyków czy innych elementów swojej twarzy.

Najprostszą metodą na przybliżenie sobie obrazu swojej facjaty jest skorzystanie z lustra. Wtedy mniej więcej będę mógł wyrobić sobie opinię na temat tego co gdzie się znajduje. Ale…

Właśnie, przecież odbicie lustrzane wcale nie pokazuje obrazu takim jaki jest.

Pomijając aspekt technologiczny wytwarzania zwierciadeł i możliwości zniekształcania obrazu, to każde zwierciadło dokonuje jednego podstawowego zniekształcenia – odbicia.

Ja i moje odbicie lustrzane jesteśmy prawie symetryczni. Czyli jeżeli ja mam pieprzyk po lewej stronie twarzy, moje odbicie ma ten sam pieprzyk po prawej stronie.

Fajnie, nie?

Tylko, że wychodzi na to, że przez całe swoje życie miałem zaburzony obraz samego siebie.

To, co oglądałem w lustrze czy na zdjęciach to wcale nie odpowiada rzeczywistości. Jest odwrotne, nieprawdziwe.

To nawet nie jest kopia obrazu to jest jego przeciwieństwo.

Jest tu pewna niesprawiedliwość.

Czemu wszyscy dookoła mogą mnie zobaczyć takim jaki jestem a ja sam nie mogę? Nie to, żebym specjalnie chciał się oglądać… no ale co ja się będę tłumaczył…

Oczywiście dokonałem tutaj wielu uproszczeń. Faktycznie każdy patrząc na ten sam obiekt widzi coś innego. Ale załóżmy, że uproszczenie jest dopuszczalne. Że każdy patrząc na mnie widzi to samo. To w tym momencie wychodzi, że tylko ja jestem zmuszony widzieć coś innego…

… albo spróbować zobaczyć siebie ich oczami. Oj robi się karkołomnie – straszno i śmieszno zarazem.

Jak to? Czemu mam patrzeć na siebie oczami innych ludzi? Przecież wszyscy dookoła mi powtarzają, że mam być sobą, bez kompromisów. Mam wiedzieć kim jestem i z tego nie rezygnować. Czemu ma mnie obchodzić to jak widzą mnie inni, to ja wiem kim i jaki jestem, nie oni.

No właśnie, czy na pewno?

Można oczywiście tkwić we własnym wyobrażeniu na swój temat. Ono będzie moje. Będę zgodnie z nim lepszy albo gorszy, ładniejszy, brzydszy, grubszy albo chudszy.

Można też spróbować przyjąć, że inni wiedzą lepiej i zgodzić się, że skoro opluwają mnie na fejsie, krzyczą za mną na ulicy, że jestem gruba świnia albo chuda raszpla albo cokolwiek innego, to pewnie tak jest.

O, albo, oczywiście zupełnie hipotetycznie, ktoś będzie ciamkał i rozpływał się w zachwytach nad doskonałością linii mojego nosa (dajmy na to) – no to taaak, on akurat będzie miał słuszność…

Można wreszcie mieć to wszystko w… dolnej szufladzie. Bo co tak na prawdę mnie to obchodzi?

A no niestety obchodzi.

Chcemy być lubiani. Chcemy się podobać. Chcemy, żeby to, co widzą w nas inni było co najmniej akceptowalne.

Liczba lajków ma znaczenie. Łapki w górę, przesunięcia w prawo czy lewo (o tym wiem tylko z literatury – kłania się Jo Nesbo – prawie jakbym miał “kumpla, który widział kiedyś…”). Ten nieustanny targ z żywym towarem, na którym sami sobą handlujemy, targujemy się o cenę i zdecydowanie za często stosujemy dumping.

To nie dotyczy tylko wyglądu, to jak najbardziej dotyczy także szeroko rozumianego wnętrza.

Myśl tak, jak trzeba myśleć, mów to, co można powiedzieć, przeproś, podziękuj, uśmiechnij się i wracaj do szeregu.

To nam się podoba, to jest wygodne, to akceptujemy. Za to dostaniemy nagrodę, uśmieszki, łapki, lajki czy poczochranie za uchem. To też jest fajne?

Ech, no i co z tego wszystkiego wynika?

Dla mnie wynika jedno.

Zgoda, że wszyscy dookoła wiedzą lepiej ode mnie jak wyglądam, ale mam to jednak w dolnej szufladzie. Nie będę stawał na uszach tylko po to, żeby to, co muszą oglądać, było bliższe jakimś wytycznym unijnym (które notabene uznały ślimaka za rybę).

Jest jednak grupa ludzi, która pozwoli mi skorygować ten mój jakże mylny obraz siebie – ludzie, których kocham i którzy mnie kochają. Nie ślepą miłością, która zakłada klapki na oczy i pokazuje drugiego człowieka w landrynkowych barwach, tylko prawdziwie. Oni są w stanie powiedzieć jeśli to, co widzą jest niedobre i wymaga zmiany a jednocześnie taka ich ocena nie wiąże się z chęcią dokuczenia czy skrzywdzenia.

Przeciwnie, mam pewność, że jeśli wskazują na coś trudnego, to tylko po to, żeby pomóc. I to ich oczami chciałbym się widzieć. Kochającymi ale szczerymi.

Postanowiłem zatem, będę żył w zgodzie ze swoją chiralnością.

Godzę się również na to, że moja samoocena jest obarczona pewnym błędem “poznawczym”.

Błąd ten jednak staram się kompensować doświadczeniem zdobywanym na polu walki o pogodę ducha – której i Wam życzę.

A w moich oczach wszyscy jesteście piękni!

© mojaameba.com

0 0 votes
Article Rating
Please wait...

jeremiasz82 Autor

Subskrypcja
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments