“Nienasze” zwycięstwo

Wczoraj ktoś opublikował na swojej ścianie materiał o “reparacjach wojennych” na rzecz Wielkiej Brytanii (w kontekście udziału polskich jednostek w walkach o Anglię).

Wszyscy wiedzą jak łatwo mnie sprowokować, zatem niech was nie dziwi, że i tym razem przypomniałem sobie, że przecież moja szuflada również ma opowiadanie na ten temat.

Pozwolę sobie zatem przedstawić poniższą kartkę z kalendarza.

Głupio się przyznać ale piosenka, którą właśnie udostępniam jest dokładnie o tym o czym mój tekst.

Pomimo tego, że nie znałem jej kiedy poniższe powstawało, wychodzi, że (nieświadomie) popełniłem plagiat… Uznajmy zatem, że polecam Waszej uwadze wyłącznie piosenkę Elektrycznych Gitar a mój tekst jest tylko kiepską jej parafrazą.

Wiosna w tym roku jest łaskawa jak na angielskie warunki. To dobrze, jednak dzisiaj, ósmego czerwca tysiąc dziewięćset czterdziestego szóstego roku, chłód i wiszące chmury nie poprawiają nikomu samopoczucia.

Stoimy wszyscy – kilkadziesiąt tysięcy osób – wzdłuż Alei The Mall, zziębnięci i zmęczeni. Czekamy.

Jest ciężko. Bieda, głód, rodziny rozbite i rozrzucone po świecie. Cały kraj powoli stara się podnieść z gruzów, jakoś pozbierać.
Nie wszyscy są zadowoleni, że ta parada odbywa się dzisiaj. BBC podawało, że powinno się wybrać lepszą datę, że to nie jest data zwycięstwa. Ale jesteśmy tutaj. Wszyscy w podnieceniu czekamy. W tłumie ja – czekam tylko na naszych.

W końcu tyle się słyszy o polskich chłopakach. Wszyscy tu wiedzą, że nie szczędzili sił i życia. Najliczniejsza nacja po stronie alianckiej – nasi chłopcy, nasze dziewczęta. Już, za chwilę wmaszerują, wjadą, zwycięscy, dumni i szczęśliwi.

Czekali na Polskę i o Polskę walczyli. Na wszystkich frontach. Polskie Siły Zbrojne na Zachodzie. Szczególnie przecież tutaj, w Londynie nasi lotnicy są bohaterami. Zestrzelili najwięcej Niemców. To piloci z naszych dywizjonów ocalili brytyjskie niebo przed niemieckimi nalotami. Wszyscy to wiedzą, gazety, radio – wszyscy od dawna powtarzają historie o niezniszczalnym Dywizjonie 303 i pozostałych chłopcach, bohaterach walk o Anglię.

Czekam więc. W ręce ściskam bukiet. Choć tyle w podzięce.

Defiladę przyjął Król Jerzy VI i Królowa Elżbieta. Na przedzie jadą jeepy z najwyższymi dowódcami sprzymierzonych armii. Dumni mężczyźni w galowych mundurach, jadący w odkrytych samochodach.

Omiatają wzrokiem tłum ale zdają się nie widzieć pierwszych rzędów: wózki inwalidzkie, puste nogawki zawiązane lub podwinięte, rękawy bluz mundurów luźno zwisające bez właściwej im zawartości – żołnierze, którzy nie są w stanie defilować czy nawet utrzymać postawy zasadniczej, oddający (im samym należny) salut samą swoją obecnością.

Często uśmiechnięci choć nie radośni. Jakby nie do końca obecni.

Za generalskimi maszynami maszerują żołnierze ponad trzydziestu krajów, różnych formacji. Piechota, kawaleria, artyleria, marynarka, wozy pancerne, tanki, haubice, działa. Mundury wszystkich niemal kolorów: granatowo-niebieskie – amerykańskie, czerwono-granatowe – kanadyjskie, podobne brytyjskie… Wszystkie formacje, dumne, pięknie się prezentują. Chłopcy prężą pierś, dziewczęta z WRNS uśmiechnięte i piękne, defilują przed parą królewską.

Kto maszeruje dalej? A, to Australia, za nimi Nowa Zelandia. (Waleczni) Czesi, Norwegowie, Francuzi uśmiechnięci i zadowoleni. Nastrój podniosły i radosny udziela się tu wszystkim. Nawet jeśli kilka godzin temu ktoś stał z boku znudzony, teraz wiwatuje i krzyczy na cześć maszerujących wojsk, zwycięzców.

Jesteśmy zmęczeni ale szczęśliwi. Nogi bolą ale doczekam. Przecież za chwilę będą szli nasi!

Ponad piętnaście kilometrów pochodu. Przeszło dwadzieścia tysięcy żołnierzy przeróżnych nacji i formacji. Hindusi w turbanach, oddziały z Etiopii, Seszeli czy Fidżi – zamorskie kolonie. Nawet Grecy w białych spódniczkach…

I tylko naszych chłopców się nie doczekałem.
Co się stało? Czy ktoś zapomniał? Jak to możliwe? Przecież byli wszyscy… poza nimi.

Później dowiedziałem się, że co prawda zaproszono delegację z Polski – ale właśnie – z Polski, która przecież rozkwita pod czujną opieką batiuszki Stalina – Tymczasowy Rząd Jedności Narodowej (jedność w tym przypadku miała kwaśny posmak obłudy), po konsultacjach ze wschodnim protektorem, odmówił udziału polskiej delegacji w obchodach brytyjskich.
Nikt nie wysłał zaproszenia do rządu polskiego na emigracji i Armii gen. Andersa.

Kościuszkowcom (żołnierzom Dywizjonu 303) wysłano zaproszenia ale nie mieli oni brać udziału w obchodach jako osobna jednostka, tylko defilować razem z RAF, jako część Królewskich Sił Powietrznych. Dwudziestu ośmiu pilotów zaproszonych na tę paradę odmówiło udziału, uznając, że pominięcie pozostałych oddziałów PSZ nie pozwoli im godnie reprezentować kraj w tych uroczystościach.

I cóż więcej można rzec o tym żenującym wydarzeniu? A może tylko tyle, że za powyższe „niedopatrzenie”, rząd Wielkiej Brytanii oficjalnie przeprosił polskich kombatantów w roku 2003 a Polacy wzięli udział w Londyńskiej Paradzie Zwycięstwa dopiero w roku 2005 – z okazji sześćdziesiątej rocznicy zakończenia II Wojny Światowej.

Zatem wydarzenie nazwane Londyńską Paradą Zwycięstwa, powinno się raczej nazywać Londyńską Paradą Zwycięzców i wtedy faktycznie nieobecność delegacji Polski – zwycięskiej choć zwyciężonej, mogłaby być jakoś uzasadniona.

© mojaameba.com

Elektryczne Gitary – Dywizjon 303

0 0 votes
Article Rating
Please wait...

jeremiasz82 Autor

Subskrypcja
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments