Kwestia czasu

Jest dziewiętnasta.

Wiosna – więc jeszcze jasno.

Młody bawi się kolejką elektryczną, Anka rozpręża mózg po kolejnym dniu rozpatrywania spraw narodzin i śmierci.

Gdzieś w międzyczasie, cichutko, umknęło siedem lat.

Naturalna sprawa. Ludzie się poznają, zakochują w sobie, decydują się być razem a potem samo leci. Są dla siebie dobrzy albo nie.

Dbają o to, co mieli szczęście spotkać albo nie. Są radości, smutki, śmiech, czasem łzy – te szczęścia choć również i te gorzkie, niemocy, żalu.

Jest wszystko, co może być i co być musi.

Wszyscy mamy swoją drogę, którą poznajemy dopiero gdy już ją pokonamy.

Można planować, zgadywać co się będzie robiło w najbliższy weekend, za miesiąc – choć to już mocno wątpliwe.

Gdy słyszę o planach na kolejną pięciolatkę – konkretnych i ostrych jak żyletka – to z jednej strony jestem pełen podziwu dla zapobiegliwości i wiary w poukładany sens i niezmienność losu, z drugiej zazdroszczę naiwności.

Owszem miewałem plany mam kilka i teraz. Czasem nawet dalekosiężne. Jednak to, że niektóre z nich można określić jako zrealizowane jest dla mnie zdumiewające.

Ja nie zrealizowałem tych planów – one się zrealizowały – a ja cóż – po prostu, szczęśliwie, nie przeszkodziłem im. Znacznie więcej jest oczywiście tych, którym coś jednak przeszkodziło. Ja sam, zmienna sytuacja geopolityczna, ciepłe prądy oceaniczne czy ruch skrzydełek motyla gdzieś wśród drzew kraju kwitnącej wiśni. Coś.

Nie żałuję znakomitej większości planów, które się nie zdecydowały zrealizować.

Podejmując trud planistyczny nie mamy tak naprawdę wiedzy czy nasze założenia są słuszne. Czy plan, który właśnie projektujemy jest dla nas dobry. On może wydawać się z obecnej perspektywy optymalny ale to, czy był tak naprawdę dobry, można ocenić dopiero po fakcie.

Jedno jest pewne – to wszystko, co nas spotyka na naszej ścieżce wpływa na nas. Nie tylko sytuacja geopolityczna jest zmienna w czasie.

My się zmieniamy.

Parafrazując słowa Andrzeja Poniedzielskiego, można powiedzieć: Człowieka nie zmienisz, możesz co prawda zmienić człowieka ale to niczego nie zmieni.

Człowiek może jednak zmieniać się sam i robi to bezustannie. Zmienia swoje priorytety, punkt widzenia, smak, gust, styl. Wszystko czym mógłbym się dzisiaj próbować definiować siedem lat temu było z gruntu inne.
Nie mogło być takie samo – nie wiedziałem wtedy na przykład, że te dwie osoby, które tak dokładnie wypełniają dziś moją przestrzeń, będą dla mnie tak ważne.

Ha! Ckliwy się robię. Nie w tym rzecz.

Jestem ostatnią osobą chętną do udzielania rad. Mam jednak moralne prawo (sam je sobie nadałem) udzielenia rady sobie samemu.

Jeśli zatem miałbym taką możliwość powiedzieć coś sobie – temu, który kilka razy stał na rozstaju i bał się podjęcia decyzji, to chciałbym tamtemu sobie przypomnieć, że gorszy od podjęcia złej decyzji jest jej brak.

Niewiele jest decyzji ostatecznych, ja sobie nie przypominam abym musiał kiedykolwiek taką podjąć. Wszystkie pozostałe da się jakoś skorygować. Jeśli okaże się nagle, że się pomyliłem to nie jest to koniec świata. Rozbite kolano się zagoi, większość krzywd można naprawić a błędy są po to, żeby wiedzieć, że zbłądziłeś i abyś mógł wziąć korektę kursu na przyszłość.

Kwestią czasu jest to, że zgodzisz się na własną omylność.

Nie chodzi o usprawiedliwianie swoich błędów. Chodzi o radzenie sobie z nimi.

Slogan głosi, że nie popełnia błędów tylko ten kto nic nie robi – to nie prawda.

Ten kto nic nie robi popełnia błąd zasadniczy (niektórzy mówią grzech). To jest błąd zaniechania. A tuż za tym podstawowym błędem drepczą jego kumple: przeczekanie (zaczekajmy, może jutro będzie lepszy dzień – powtarzane niezmiennie od miesięcy, lat…), przeoczenie (tak mocno przytłoczony swoim problemem nie widzisz innych… ludzi – oni czasem mogą pomóc, a może potrzebują twojej pomocy). Na końcu truchta malutki wredny błąd zaprzeczenia („nie ma sprawy”, „problemu nie ma”).

Błędów nie unikniesz, drogi Tomku, choć próbować trzeba.

Pamiętaj tylko, żeby przy okazji unikania błędów nie unikać całej barwnej reszty składającej się na życie. O – tak bym sobie doradził.

Jest wiosna.

Parę lat temu można by napisać, że już po dobranocce. Dobranocki jednak zdelegalizowano, to również kwestia czasu – antenowego.

Wracam do kolejki elektrycznej i Młodego i myślę sobie, że tylko kwestią czasu jest to, kiedy on stanie pierwszy raz na swoim rozdrożu.

Chciałbym aby wtedy nie bał się podjąć decyzji. Jako rodzic, chciałbym aby podjął ją dobrze ale to już będą jego decyzje a ja będę szczęśliwy jeśli będzie potrafił stawiać im czoła.

© mojaameba.com

0 0 votes
Article Rating
Please wait...

jeremiasz82 Autor

Subskrypcja
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments