Czytać wolno

Z cyklu „Ścianka Płacze – gdy to czyta”, odcinek drugi. O tempie.

Jestem czytelnikiem. Na pewno nie najpilniejszym, niespecjalnie wysmakowanym, o niewysublimowanym guście literackim i niewyrobionej opinii na temat nowości na rynku wydawniczym.

O co to, to nie! Czytam dla przyjemności, z ciekawości, czasem z obowiązku. Czytam bo lubię i chcę.

Bez napinki i bez pośpiechu. Nie połykam książek – staram się w nie wejść i przyjąć ich rytm. Dlaczego mam się spieszyć czytając nieco senne opisy pięknej, pachnącej różami Toskanii czy w biegu przemknąć przez ociekające smakiem wersy traktujące o wyższości beszamelu nad sosem holenderskim? Nie ma się gdzie spieszyć.

Rytm książki jest czymś oczywistym. Przynajmniej jako termin mniej lub bardziej intuicyjnie rozumiany przez każdego. Wartka akcja powieści bardzo sensacyjnej czy senne pokryte rosą opisy wiosennych poranków… każda treść ma jakiś rytm. Ale rytm to nie to samo co tempo.

W muzyce, autor czy właściwie kompozytor, może w zapisie nutowym zawrzeć intencję co do tempa w jakim dany utwór według niego powinien być odtwarzany. A w literaturze?

Jak autor może wskazać właściwy sposób czytania jego dzieła? Wiem wiem, dowolność interpretacji, swoboda rozumienia czy inne takie. Jednak autor, skoro coś tworzy to przecież ma coś na myśli – w jakiś sposób słyszy to swoje dzieło. Z pewnością nie jest to jedyny możliwy sposób jego słyszenia ale jest to sposób autorski – czyli pierwotny.

Przeczytajmy dowolne ogłoszenie prasowe (takie powszechnie dostępne dzieło literackie) – zwyczajnie, tak jak zwykle.

Przeczytajmy to samo ogłoszenie jeszcze raz: tym razem powoli, specjalnie przeciągając pauzy i samogłoski. Biorąc swobodny oddech wszędzie tam gdzie następuje przerwa pomiędzy poprzednią literą a następną. I co? To samo ogłoszenie zaczyna być karykaturą siebie samego.

Od początku nie było zbyt mądre (nie musiało – było tylko nośnikiem informacji) ale teraz stało się absurdalne. Straciło treść a sensu ma jeszcze mniej – no chyba, że jako mantra czy inny ciężarek do medytacji.

Uważam, że tempo ma znaczenie. Nie chodzi o tempo wolne ani szybkie. Chodzi mi o tempo właściwe.

Z tempem w ogóle jest jakiś problem. Powszechnie mówi się o rosnącym tempie życia o galopujących cenach czy uciekających chwilach.

Jakoś nie mogę sobie przypomnieć niczego, co obecnie się ślimaczy, snuje, czy ciągnie noga za nogą.
Wszystko uparcie pędzi, gna i goni.
I my też musimy gnać, gonić, pędzić. Czemu? Najczęściej – bo tak. Ale nie dajmy się zwariować.

Na początku niniejszego tekstu postawiłem znacznik: <CzytaćWolno>.

Jeśli nie da się inaczej stawiajmy sobie inne, podobne. Proponuję zatem: <JeśćWolno>, <MyśleśWolno>, <KochaćWolno>, <CzućWolno>…

Powyższa propozycja ma jeszcze jedną ciekawą cechę. Nie dość, że przypomina o tym, że naprawdę powinniśmy czasem odrobinę zwolnić i rozsmakować się nieco bardziej – to informuje również o tym, że WOLNO nam myśleć, czuć, kochać…

Nie ma co rezygnować z takiej wolności.

</CzytaćWolno>

A teraz niespieszny muzyczny znacznik na początek tygodnia  (wiem, że jest środa)

© mojaameba.com

Please wait...

1
Dodaj komentarz

avatar
1 Wątek komentarzy
0 Odpowiedzi wątku
1 "Falołersi"
 
Komentarz budzący najwięcej reakcji
Wątek budzący najwięcej reakcji
1 Autorzy komentarzy
Paskuda Najczęściej kometujący
  Subskrypcja  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Paskuda
Gość
Paskuda

Ktoś mądry mi niedawno powiedział, że jakiś czas temu postanowił sobie: „jestem szczęśliwy”, co by się nie działo rzecz jasna. I może to prawda, że życie jest zbyt krótkie i szkoda czasu na zmartwienia- one i tak będą! Więc śmiało podajmy… Czytaj więcej »